Wieści z Leminggradu (8)

avatar użytkownika Łukasz Kołak

Stary, sprawdzony, zaprawiony w bojach profesor Bartoszewski znów daje głos, ku uciesze lemingów. Ponieważ jest ałtorytetem przez duże „AŁ”, Leminggrad zachwyca się niemiłosiernie jego nowym bon motem, jak to Polacken byli gorsi od niemieckich żołnierzy. Widać, że profesor pozazdrościł światowej sławy, która rozpromienia innego ałtoryteta – Jana Tomasza Grossa, więc postanowił dorzucić swoje trzy grosze i stanąć w świetle jupiterów. Co to mamy być gorsi od emigrantów? Pokażmy, że potrafimy ich zdystansować w dziedzinie plucia na własny naród. Może popłyną znowu strumienie stypendiów, jakie dla Polaczków (ale tych gutt) przygotowali nasi strategiczni partnerzy zza Odry. Kto jak kto, ale profesor Bartoszewski potrafi z tych środków korzystać do tego stopnia, że mógłby nawet otworzyć specjalną uczelnię, kształcącą młodych, zdolnych lizusów do skutecznego pozyskiwania tychże eurosrebrników. Innym przedmiotem tam wykładanym przez naszego ałtoryteta, mogłaby być technologia efektywnej konsumpcji śniadań, lunchów i kolacji z zachodnimi partnerami z tamtejszego wydziału pojednania polsko – niemieckiego (czy jakoś tak). Uwaga generałowie z formacji „nieznanych sprawców”! Wykorzystajcie nasz skarb póki jeszcze może mówić i chodzić. Złoty interes!

     Oczywiście żartuję. Profesora B. generałowie specjalnie wykorzystywać nie muszą. Wszak pracuje dla nich już od dawna. Jest doskonałym przykładem tego, że nie wszystkich działaczy podziemia niepodległościowego trzeba było zlikwidować fizycznie. Sowieci musieli zostawić kilku, żeby uwiarygodniać się przed Zachodem, czyli burżuazyjną tzw. opinią publiczną. Patrzcie, w naszym raju sowieckim nawet nasi wrogowie mogą wykładać na uczelniach, pisać artykuły do stołecznej prasy i wyjeżdżać z wykładami do krajów kapitalistycznych. Profesorowi, mimo że oskarżony był za tzw. stalinizmu o szpiegostwo i posiedział pięć lat w kazamatach, udało się zrobić w PRL inteligencką karierę. Ciekawe, że taka Inka, osiemnastoletnia sanitariuszka z oddziału Łupaszki, stanowiła takie zagrożenie dla międzynarodowego proletariatu, że została przez polskich sowietów rozstrzelana. A profesor, wybitny działacz podziemia, uczestnik powstania warszawskiego itd. itp. nie tylko groźny dla władzy nie był, więc rozstrzelania uniknął, ale jeszcze pozwolono mu pisać i wykładać na KUL –u. Ludzie z biografią profesora, jeśli przeżyli tzw. okres stalinowski to mogli sobie, co najwyżej powykładać szkło na blat jakiegoś zapyziałego baru w Pcimiu Dolnym i nalać w nie sobie bimbru. („Nie szukaj drogi znajdziesz ją w sercu, pełna jest knajpa byłych morderców”). A tu, proszę, kariera naukowa jak z bajki. O takich postaciach (i ich losie) jak rotmistrz Pilecki czy gen. Nil nie wspominam. Choć należy podkreślić jeden fakt, aby dobrze zrozumieć rolę, jaką w naszej neosowieckiej rzeczywistości pełni profesor Bartoszewski. Gen. Nil w ostatniej rozmowie z żoną powiedział jej wprost – ginę, bo odmówiłem w współpracy. Taki był los ludzi niepodległościowego podziemia, którzy po 1945 r. nie akceptowali sowietów. Ewentualnie los wyrzutków, popijających wódę w piwnicach i suterenach. O żadnej karierze naukowej, publicystyce i pisarstwie, wyjazdach do Izraela i RFN mowy być nie mogło!

     Tymczasem dyskusje o wyborach toczą się dalej. Jeden dzień czy dwa dni? Zastanawiam się, o co chodzi w tym wszystkim? Czy naszym generałom od „nieznanych sprawców” jeden dzień wyborczy nie wystarczy, aby sfałszować wyniki? Potrzebują naprawdę dwóch? Czyżby system komputerowy dostarczony przez wybitnych fachowców szwankował i rzeczywiście trzeba nocą podmieniać urny?  A może znają oni prawdziwe sondaże, z których wynika, że elektorat ma już gdzieś wybory i dlatego potrzeba więcej dni, aby zmusić ludzi do pójścia do urny, żeby Euroniunia była zadowolona? Proponuję zrobić w tej sprawie przed wyborami referendum. Fachowcy będą mogli sprawdzić swoje fałszerskie możliwości jeszcze przed właściwym jesiennym plebiscytem.

Etykietowanie:

napisz pierwszy komentarz