To nie jest zabawa

avatar użytkownika Teresa Bochwic

Mamy to od dawna na co dzień – prawdy nie ma, każdy ma swoją prawdę, wszystko jest względne itd. Niedawno w którymś radiu spierał się na bieżące gorące tematy medialne Łukasz Warzecha z Romanem Kurkiewiczem. Pierwszy, zdetonowany zaprzeczaniem przez Kurkiewicza każdemu twierdzeniu, jakie wygłaszał, próbował znaleźć jakąkolwiek wspólną płaszczyznę rozmowy. Co Warzecha coś twierdzi lub uważa, to Kurkiewicz rękę mu podbija, zaprzecza, w wątpliwość podaje. Że ani tak, ani owak, ani w żadnym przypadku. A mowa była o tym, jak powinni pracować dziennikarze, jak opisywać wydarzenia, jak informować. Kurkiewicz ciągle niezadowolony, ciągle mu nie pasowało. W końcu Warzecha zaproponował: znajdźmy twardą podstawę dyskusji, mówmy tylko o faktach. Coś było albo nie było, na tyle zgodzić się możemy, prawda? A Kurkiewicz: nie. Warzecha: Niech piszą o tym, co było. Kurkiewicz – nie; bo nie wiadomo, co było. Jak to nie wiadomo, albo nogę mu urwało, albo nie urwało, Warzecha na to. Nie, Kurkiewicz na to, nie wiadomo.

I tak sobie rozmawiali, aż zdumiony Warzecha odstąpił i zmienił temat. Niedługo potem podziękowano mu w „Rzepie” za felietony (co oczywiście nie jest winą Kurkiewicza).

I my tu od kilkudziesięciu lat w takim czymś żyjemy. Co tam noga, jak nie wiadomo ani kto wygrał, ani kto przegrał, ani nawet kto mordował a kto był mordowany. Zawsze można spojrzeć na sprawy inaczej, zawsze można zaprzeczyć oczywistości, zdawałoby się.

Wszystko to nie jest żart ani gra słow. Wszystko to jest śmiertelnie poważne, dotyczy zasadniczej postawy wobec prawdy i jej konsekwencji, uznania jej istnienia, osadzenia jej na twardej podstawie ontologicznej, jak mawia nowa gwiazda filozofii i teologii, ks. prof. Tadeusz Guz, zwolennik filozofii realistycznej. Jeżeli przyjmie się inną postawę, prawda, a za nią człowiek, puszcza się na wzburzone wody na pływającej i kiwającej się łódeczce pod nazwą wszystko-jest-możliwe-jednocześnie. To prosta droga by dopłynąć do zwątpienia i kłamstwa, a co najważniejsze do krzywdy innych ludzi. Np. prowadzi prościutko do punktu, w którym jedni mają pracę, a inni ją tracą.

Postmodernistyczny styl myślenia sporo nas nauczył. Podobnie jak zaletą marksizmu, jak mawiała prof. Maria Ossowska, było nauczenie myślicieli spojrzenia na zjawiska społeczne przez pryzmat historii, tak postmodernizm sprawił, że zauważamy, iż świat jest o wiele bardziej złożony, niż się nam zdawało. Że ciąg przyczynowo-skutkowy nie musi być linearny, że warto głębiej badać zjawiska i że warto popatrzeć na racje każdej ze stron.

Ale to nie znaczy, że nigdy nie możemy dojść, jak było i jak jest. Nie znaczy wcale, że żadnej prawdy nie ma. Tu się kończą zalety modelu postmodernistycznego, a zaczyna się kręcenie i zaprzeczanie samym sobie. Tak jest z prokuraturą, która nas wodzi za nos od tygodni w sprawie trotylu. Mówi jednocześnie, że trotyl był i że nie był, i że z tego coś wynika ale może i nie wynika. Wystarczy jednak założyć konto w banku, żeby się wyleczyć z ciągot postmodernistycznych. Jak zażądają od ciebie spłaty kredytu, to nie będą się wdawać w rozważania, czy oni mają swoją prawdę, a ty swoją, i że możecie sobie na ten temat co najwyżej pogadać. Każą spłacać a nawet puszczą z torbami.

Bo w prokuraturze, w państwie, w banku to nie jest gra filozoficzna.

Tymczasem polscy dziennikarze od dwóch lat tracą pracę. Dziennikarze tzw. prawicowi, czytaj piszący ze zrozumieniem dla potrzeb czytelnika o określonej wrażliwości, na którą odpowiedzi nie udzieli Lis, Wołek, Maziarski ani Żakowski. Są konsekwentnie usuwani z mediów publicznych, prywatnych, cofają się do nisz, portali, podbija się im rękę i pióro, zabiera możliwości bytowania. Ten proces trwa nie od dziś, nie od zwolnienia Gmyza czy Lisickiego, ale od dwóch lat. Latem 2010 roku zwolniono Sakiewicza i parę innych osób z mediów publicznych. Zimą 2011 były kolejne zwolnienia w telewizji publicznej. Spółkę wydającą „Rzeczpospolitą” sprzedano rok temu, po paru latach wywierania przez rząd nacisków na angielską spółkę Mecom, by zrobiła porządek z niewygodnymi  dziennikarzami i niewygodnymi tematami. Teraz zwolniono dziennikarzy śledczych i przewrócono znakomicie prosperujące pismo.

Dziennikarzy tych zwalnia się za poglądy. Jest to naruszenie szeregu artykułów konstytucji RP. Czy dzisiejszych władz nie obowiązuje konstytucja?

Ze wstydem i zażenowaniem słuchałam parę dni temu rozmowy dwóch prominentnych dziennikarzy mainstreamu, powtarzających komunały, że przecież w mediach panuje równowaga, bo coś tam jednak wychodzi. Że „ludzie PiS” (bo inaczej nie umieją dostrzec ani nazwać ludzi różniących się od nich poglądami) też korzystają z dostępu do mediów publicznych, bo kilka lat temu np. Czabański był prezesem polskiego Radia. No właśnie, był.

Wiecie, po czym poznać kłamstwo, zakrzykiwanie prawdy? Jak się za głośno i za szybko mówi. Tak jak wy w tej rozmowie.

 

 

3 komentarze

avatar użytkownika Michał St. de Zieleśkiewicz

1. Pani Teresa Bochwic

Szanowna Pani

Problem w tym, że Łukasz Warzecha i Roman Kurkiewicz to dziennikarze niszowi, gazet zwanych tabloidami, szukającymi tematów zastępczych jak igły w stogu siana.

Polskie media nie interesują się ekonomią, sytuacją gospodarczą Polski, rosnącym bezrobociem, bo to wymaga wiedzy.
Zawsze szukają tematu zastępczego jak każdy tabloid: panienka, łóżko, czy Marek Siwiec, który obraził się na młynarza, bo ten napisał na twitterze, że dla niego nie będzie miejsca w europarlamencie.
Cud ! w lewackim parlamencie zabraknie miejsca dla lewaka !
Nie ! nie zabraknie !
Inny lewak go zastąpi.

Ukłony

Michał Stanisław de Zieleśkiewicz

avatar użytkownika Maryla

2. Szanowna Pani Tereso

rozmowy na ekranie dziennikarzy to nic. Teraz funkcjonariusze wysyłani są jak w 1968 r. w teren, aby robić opozycji pogromy.

Oto przykład , którym powinni sie zająć specjaliści od etyki czy też prokurator?

funkcjonariusze mediów napadaja na posłów opozycji na konferencji

Tydzień z głowy. Parlamentarzyści PiS mają nas za idiotów-Janusz Kędracki

http://wyborcza.pl/1,75968,13012892,Tydzien_z_glowy__Parlamentarzysci_Pi...

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika guantanamera

3. Szanowna Pani Tereso!

Czy pomoże mi Pani przeforsować pewną fundamentalną zmianę? Żebyśmy zaczęli powszechnie mówić: "dziennikarze maintreasonu" zamiast "mainstreamu"?
Żeby się nie narażać na różne zarzuty można dodawać "Jak mówią niektórzy, to jest >prasa(dziennikarz) maintreasonu<...".
Przecież oni nas nieustannie etykietują. Dlaczego my nie możemy stosować wobec nich nie etykiety ale najwłaściwszej nazwy?