Święci Cyryl i Metody, apostołowie Słowian, patroni Europy

avatar użytkownika intix

      

 


 

Święci bracia Cyryl i Metody, apostołowie Słowian. (827 - 869 i 826 - 885.)

       Z Solunia czyli Tessaloniki pochodzili Cyryl (urodził się 827) i Metody (urodził się 826), którym słowiańszczyzna zawdzięcza światło prawdziwej wiary Chrystusowej. Rodzicami byli ich Leon i Marya; oboje zaliczali się do wybitniejszych krwią i stanowiskiem rodów. Dość rychło przenieśli się bracia do Konstantynopola; Cyryl - a właściwie Konstanty - poświęcił się stanowi duchownemu; był uczniem Focyusza, ale stosunek ten nie przeszkadzał mu otwarcie potępić mistrza, kiedy zaczął głosić fałszywe nauki o dwóch duszach w człowieku a nadto oszczerstwami walczył przeciw nienawistnemu sobie Ignacemu, który r. 846 zasiadł na stolicy patryarchatu konstantynopolitańskiego. Przyswoił sobie Cyryl taką biegłość i znajomość w zakresie ówczesnych nauk, że otrzymał dla swej wiedzy i bystrości przydomek filozofa. Otrzymawszy święcenie kapłańskie, objął urząd głównego kierownika bibliotek cesarskich. Metody natomiast poświęcił się początkowo zawodowi świeckiemu; po odbytych naukach został namiestnikiem cesarza na ziemiach słowiańskich; porzucił wszakże swe stanowisko, zastał zakonnikiem, a cesarz mianował go opatem jednego z klasztorów carogrodzkich.
  
       Dla Cyryla miało się otworzyć szersze pole działalności. Kiedy bowiem około r. 846 przybyli posłowie z krainy Chazarów do Konstantynopola z prośbą o misyonarzy chrześcijańskich, cesarzowa Teodora, która dzierżyła rządy za małoletniego Michała, upatrzyła sobie za zgodą patryarchy Ignacego bibliotekarza cesarskiego jako najodpowiedniejszego na krzewiciela prawdy Chrystusowej wśród obcego narodu. Nim jednak ruszył do Chazarów, Cyryl podjął z nieznanych bliżej przyczyn - zdaje się dla lepszego poznania języka słowiańskiego - podróż na Krym czyli Korsuń. Tutaj znalazł szczątki papieża Klemensa, który za czasów Trajana skazany na wygnanie, śmierć znalazł męczeńską w nurtach Czarnego Morza.
  
       Z temi to właśnie relikwiami puścił się Cyryl r. 849 z kilku towarzyszami do Chazarów; zadanie swe spełnił znakomicie, bo nawrócił lud, który dotychczas w wierzeniach swych zachowywał żydowskie, mahometańskie i pogańskie wyobrażenia. Polem działalności misyjnej była dzisiajsza Ruś, a w szczególe prawdopodobnie Kijów. Obsypywany oznakami wdzięczności, wrócił Cyryl do Konstantynopola, aby usunąć się na pewien czas do klasztoru, w którym brat jego Metody był opatem.
  
       Kiedy Rościsław, książę Wielkich Moraw, usłyszał o skutkach błogosławionych, jakie odniosła praca Cyryla pomiędzy Chazarami, zwrócił się także o misyonarzy do cesarza Michała III. Chciał w ten sposób usunąć kapłanów, którzy w celach misyjnych przybywali z Solnogrodu i Passawy, Cesarz, spełniając życzenie Morawian, polecił Cyrylowi i Metodemu nowe zadanie. Droga na Morawy prowadziła przez Bułgaryą. Chrześcijaństwo było już tutaj znane przez siostrę księcia Borysa, która jako branka przyjęła w Konstantynopolu wiarę Chrystusową, a po powrocie do ojczyzny ją szerzyła przy pomocy greckich misyonarzy jak Konstantego Kufaras i zakonnika Metodego. Ten to Metody - a nie brat Cyryl - obrazem sądu ostatecznego podobno wzruszył do głębi ks. Borysa, który chrzest św. przyjął wszakże dopiero r. 865. Dwaj bracia misyonarze Cyryl i Metody starali się ludność nawróconą utwierdzić w prawdziwej wierze, a wielu udało im się świeżo pozyskać dla Jezusa.
  
       Podążając na Morawy bracia przynosili jako dar częściowy przekład Pisma św. Zdaje się, że już w klasztorze rozpoczęli wspólnemi siłami tłomaczyć księgi święte na język słowiański. W tym celu Cyryl nowe ułożył abecadło, które znane jest w podwójnym kształcie jako głagolica i cyrylica. Praca była tem trudniejsza, czem język słowiański mniej był giętki, aby pojęcia religijne oddać dostatecznie jasno. Przekład obejmował te części Pisma św., które w liturgii były potrzebne kościelnej, a więc psałterz, ewangelie, listy apostolskie; dokończył przekładu po śmierci Cyryla św. Metody; z Starego Testamentu zostały wyłączone księgi Makabejczyków. Natomiast tłomaczenie objęło jeszcze księgi różne liturgiczne.
  
       Na ziemi Morawskiej stanęli bracia r. 863. Przyjęci z uwielbieniem i uniesieniem przez cały lud łatwą mieli pracę. Chrzest św. przyjął niezwłocznie Rościsław z całym dworem swym, a za przykładem księcia poszły liczne rzesze ludu. Garnęli się Słowianie do misyonarzy, którzy przemawiali ojczystym ich językiem. A już zupełnie przybysze sobie ich zjednali, kiedy do świętych obrządków, mianowicie zaś do ofiary Mszy św. wprowadzili język słowiański w miejsce niezrozumiałego języka greckiego. Była to nowość dotąd w Kościele nieznana; skorzystali z niej misyonarze niemieccy, którzy lud nawrócony pragnęli poddać władzy cesarza Ludwika Niemca, a działalnością braci w latach 863-867 ujrzeli swe zamiary religijne i polityczne jeśli nie już zniweczone, to przynajmniej bardzo narażone. Oskarżyli więc Cyryla i Metodego o nowości zaprowadzane, podsuwając domysły, że chodzi także o głoszenie fałszywych nauk.
  
       Papież Mikołaj I. wezwał braci do Rzymu, aby sprawę zdali z postępów podjętej misyi; zarazem chciał zbadać słuszność podniesionych przeciw nim zarzutów. W poczuciu swej niewinności zabrali bracia z sobą szczątki św. Klemensa I, aby je złożyć w Wiecznem Mieście. Nim do celu przybyli, Mikołaj był już umarł. Na Stolicy Piotrowej zasiadał Hadryan II., który przyjął misyonarzy z wielką czcią, a przywiezione relikwie złożył w dawnej, bo od czasów Konstantyna Wielkiego istniejącej świątyni pod wezwaniem św. Klemensa. Zarzuty wykazały się bezpodstawne. Na dowód uznania, że żadnych błędów stwierdzić nie można, papież przekłady słowiańskie ksiąg biblijnych i kościelnych złożył na ołtarzu nad grobem św. Piotra, braci samych wyświęcił na biskupów, ich towarzyszy na kapłanów i dyakonów. Było to r. 868.
  
       Cyryl wszakże osłabiony natężoną pracą nie chciał już wracać na Morawy. Z pozwoleniem papieża wstąpił do klasztoru Bazylyanów, przyjmując imię Cyryla, w miejsce dotychczasowego imienia Konstantego. Umarł w Rzymie dnia 14. lutego r. 869; zwłoki jego spoczęły około relikwii papieża-męczennika Klemensa I.
  
       Po zgonie brata św. Metody jako arcybiskup metropolita, nadto jako legat Stolicy świętej wrócił na pole swej dotychczasowej działalności. Władza jego rozciągała się nietylko na Morawy, ale i na Panonią, gdzie księciem był Kocieł, oraz na Bułgaryą, gdzie panował Borys, Michałem po chrzcie św. nazwany. Na Morawach po Rościsławie został księciem Światopełk: tron zdobył zdradą, bo wuja swego Rościsława wydał Niemcom, mianowicie Karlomanowi, synowi Ludwika II; Rościsław pojmany, został wtrącony do więzienia, gdzie mu wyłupiono oczy. Przeciw takim gwałtom księcia wystąpił jawnie św. Metody. Światopełk ze zemsty szerzył pogaństwo, a kiedy naraził się na klątwę kościelną, wywołał arcybiskupa z kraju. Aż do r. 871 przebywał stąd Metody w Panonii przy boku księcia Kocieła. Światopełk dręczony wyrzutami sumienia, powołał w końcu wygnańca z powrotem do swego księstwa.
  
       Na mocy swych przywilejów, które odnosiły się do Słowian wogóle, nie wahał się Metody podjąć prac misyjnych w Karyntyi, która właściwie podlegała władzy metropolity solnogrodzkiego. Zawiść niemiecka nie pozwoliła Metodemu działać na korzyść słowiańszczyzny; z rozkazu metropolity solnogrodzkiego Alwina został pojmany, stawiony przed sąd biskupów bawarskich, oskarżony o wdzieranie się w prawa obce, skazany na więzienie pomimo swej godności i władzy jako legata papieskiego. Półtrzecia roku przeżyć musiał św. Metody w kaźni, zdala od Słowian. Dopiero papież Jan VIII. wpływem swym uwolnił go od niezasłużonej kary, a biskupom bawarskim zganił ostro niegodziwe postępowanie.
  
       Opuszczając Bawaryą, udał się św. Metody przez Panonią na Morawy, gdzie Światopełk już z politycznych względów rządy kościelne mu przekazał, zrywając stosunki z Niemcami. Mógł więc św. Metody prowadzić swe dzieło na chwałę Jezusa w spokoju przez kilka lat od r. 875-879. Środowiskiem pracy swej uczynił Welehrad, gdzie zbudował kościół na cześć Matki Boskiej.
  
       Misyonarze niemieccy nie omieszkali przecież przeszkadzać dalej działalności św. Metodego. Powtórnie go o fałsze w wierze i o obrządek słowiański oskarżyli w Rzymie; papież Jan VIII. zakazał nawet chwilowo używawania języka słowiańskiego w liturgii. Kiedy zaś Metody powoływał się na dotychczasowy zwyczaj i na rozstrzygnięcie sprawy za Hadryana II, musiał się udać do Rzymu celem usprawiedliwienia i wyjaśnienia stanu rzeczy. Papież powtórnie przyznał słuszność arcybiskupowi na Morawach, dodał mu wszakże do pomocy niejakiegoś Wichinga, którego wyświęcił na biskupa.
  
       Wiching był w duszy przeciwnikiem obrządku słowiańskiego, stąd niejedne trudności stawiał Metodemu, które usuwać musiały orzeczenia papieskie; nawet po śmierci Metodego nie przestawał wichrzyć, a wkońcu gwałtem występować przeciw kapłanom słowiańskim.
  
       Tymczasem dzieło Metodego z woli Bożej rozrastało się coraz więcej. Wiarę Chrystusa przyjęli Chorwaci z księciem Branimirem; obrządek słowiański przejęli Dalmatyńcy. Ochrzcił Metody Borzywoja czeskiego; za księcia przykładem poszła i żona jego Ludmiła, która pierwszą została później męczenniczką czeską. Przyniósł może Metody i chrześcijaństwo do Polski; podobno założył biskupstwo we Lwowie; jemu też przypisują niektórzy założenie biskupstwa w Kijowie. Nad Gopłem za czasów Piasta i Rzepichy miali działać dwaj uczniowie św. Metodego; on sam miał ochrzcić księcia polskiego w Wiślicy, a w Krakowie miało się odprawiać nabożeństwo w kościele św. Krzyża po starosłowiańsku.
  
       Pod koniec życia swego uzupełnił św. Metody przekład ksiąg biblijnych; przełożył też jeszcze zbiory praw kościelnych. Umarł dnia 6. kwietnia 885 r. Ciało pochowano w Welehradzie. Następcą Metodego był Słowianin Gorazd, przeciw któremu walczył biskup-sufragan Wiching; doprowadził do tego, że kapłanie słowiańscy uchodzić musieli do Bułgaryi, a stolica arcybiskupia była osierocona lat 14. Dopiero na prośby Mojmira morawskiego Jan IX. mianował r. 899 arcybiskupem Jana, dodając mu do pomocy biskupów Daniela i Benedykta. Roku 900 Mojmir uległ przewadze Węgrów, r. 950 Morawy i Czechy przeszły pod władzę kościelną biskupa z Ratysbony. Przez założenie biskupstwa w Pradze r. 973 należały Morawy do hierarchii kościelnej w Czechach; otrzymały samodzielne rządy kościelne przez założenie biskupstwa w Ołomuńcu r. 1063.
  
       Na Morawach i Czechach Kościół święcił pamięć św. Cyryla i Metodego dnia 9. marca; na wniosek biskupów przełożył Pius IX. ich święto na dzień 5. lipca. Od r. 1880 uroczystość ta obowiązuje cały Kościół katolicki. Martyrologium rzymskie wspomina świętych braci także na dniu 7. lipca.

       Nauka

       Działalność św. Cyryla i Metodego wskazuje na znamię powszechności Kościoła naszego. Nazywamy go Kościołem katolickim t. j. po grecku powszechnym. Celem bowiem Kościoła jest rozszerzanie się na całym świecie z prawem, aby wszędzie głosić prawdę Chrystusową, a zarazem wszystkich ludzi prowadzić do wiecznego zbawienia.
  
       Kościół rzeczywiście się rozszerzał i rozszerza po wszystkich krajach całej kuli ziemskiej. Nie jest konieczną rzeczą, aby zapanował wszędzie i wyparł wszelkie inne stowarzyszenia religijne; wystarczy, że ma siłę do rozszerzania się wszędzie, że najliczniejszych posiada wyznawców, że przewagą swoją zajmuje pierwszeństwo wobec innych wierzeń religijnych.
  
       Ta powszechność Kościoła sama w sobie stwierdza już jego prawdziwość dlatego, że przez nią spełniają się proroctwa tak Starego jak Nowego Zakonu. Już patryarchowie odbierali obietnice, że wszystkim narodom spłynie przez nich upragnione błogosławieństwo. W psalmach często napotykają się zwroty, w których przekazuje się przyszłemu Zbawicielowi panowanie nad całym światem. Apostołowie zaś od Zbawiciela odbierają nakaz, aby uczyli wszystkie narody prawdy z niebios objawionej.
  
       Stąd też naszym obowiązkiem, trwać przy Kościele katolickim, chociażby obłędliwe duchy chciały nam wiarę wydrzeć lub nas od Chrystusa odłączyć. Słowianie całą swą kulturę przeszłości zawdzięczają wpływom Kościoła katolickiego; i dzisiaj samodzielność większą czy mniejszą zachowają, skoro ostoją dla nich będzie Kościół widzialny, którego środowiskiem i opoką jest Stolica Piotrowa.


"ŻYWOTY ŚWIĘTYCH PAŃSKICH" - Poznań, dnia 10 lutego 1908.
Na podstawie kalendarza kościelnego z uwzględnieniem dzieła ks. Piotra Skargi T.J. oraz innych opracowań i źródeł na wszystkie dni całego roku ułożył
Ks. Władysław Hozakowski

       *    *    *       

Żywot św. Cyryla i Metodego, apostołów ludów słowiańskich

(Żyli około roku Pańskiego 880)

       Rozległe krainy od morza Adriatyckiego i Czarnego oraz północnej Grecji aż do morza Bałtyckiego, a od Łaby aż w głąb Azji zajmowały w dziewiątym wieku ludy słowiańskie. Nawet w północnych Włoszech, w Bawarii i nad morzem Północnym mieszkali Słowianie.

       Apostołami ludów słowiańskich byli dwaj bracia, Cyryl i Metody, synowie znakomitej senatorskiej rodziny z Tesaloniki w Macedonii. Kształcili się obaj w Konstantynopolu. Cyryl tak się odznaczał bystrością umysłu, że dostał zaszczytny przydomek "filozofa", Metody zaś, oprócz innych wiadomości, nauczył się malarstwa. Uzdolnionym młodzieńcom stała otworem droga do wysokich urzędów, ale oni, gardząc światem, poświęcili się służbie Bożej: Cyryl przywdział suknię zakonną, a Metody został kapłanem.

       W roku 848 przybyli do cesarza Michała III posłowie od Chazarów, mieszkających na Krymie, prosząc o chrześcijańskich kapłanów, aby mogli się od nich nauczyć wiary chrześcijańskiej. Wybór padł na Cyryla, albowiem jego porywająca wymowa, głęboka nauka i wielkie cnoty szczególnie go do tej misji uzdolniały. Gotów dla uwielbienia Jezusa Chrystusa i pozyskania Mu dusz ponieść nawet śmierć męczeńską, udał się Cyryl z kilku towarzyszami do Chazarów, nauczył się wkrótce ich języka i nawrócił cały ten naród. Wracając do Konstantynopola, zabrał z sobą relikwie świętego Klemensa papieża.

       Niedługo potem postanowił z bratem swoim Metodym udać się do Bułgarii, gdzie już jeńcy greccy zanieśli byli znajomość wiary chrześcijańskiej. Mimo to górowało tu jeszcze pogaństwo, a w panującym księciu Bogorysie znaleźli stanowczego nieprzyjaciela. Metody, chcąc go nawrócić, wymalował mu na ścianie wielki obraz, przedstawiający Sąd Ostateczny. Na jasnym obłoku stał Pan Jezus z mocą wielką i majestatem, otoczony zastępami Aniołów; po prawej stronie widać było mnóstwo ludzi, wesoło patrzących w Niebo, na którym jaśniał Krzyż i złote korony; po lewej zaś tłum przerażony, wylękły, jakby się chciał w ziemię zapaść, a z przepaści wychylały się smoki i straszne potwory, buchające kłębami ognia. Bogorys, poznawszy znaczenie obrazu, tak się przeraził, że niezwłocznie z wielu dworzanami i panami przyjął wiarę świętą. Z powodu tego obrazu nazwali Słowianie Metodego "Strachotą".

 

       
            Święci Cyryl i Metody

       Potem udali się bracia na Morawy, gdzie panowie łatwo przyjęli wiarę, ale zato lud ani słuchać o tym nie chciał. Trudności te nie zraziły gorliwych misjonarzy. Cyryl ułożył słowiański alfabet zwany głagolicą, przełożył na język słowiański Pismo święte i zaprowadził Liturgię słowiańską. Miało to ten skutek, że lud schodził się na nabożeństwa, słuchał uważnie nauk i przyjął wiarę świętą. Wprowadzenie języka słowiańskiego do Mszy Świętej nie uszło jednak podejrzliwości niemieckich biskupów. Oskarżyli więc świętych braci do Rzymu, jakoby nauczali błędów heretyckich. Obaj stawili się w Rzymie w roku 876, gdzie papież Adrian II przyjął ich z wielką czcią. Po długich naradach język słowiański do celów liturgicznych otrzymał uroczyste zatwierdzenie, a Cyryl i Metody otrzymali święcenia biskupie. Dla wątłego zdrowia Cyryl nie mógł wracać do krain słowiańskich. Umarł w Rzymie w klasztorze, gdzie spoczął obok zwłok świętego Klemensa, umęczonego na Krymie, które był z sobą przywiózł wracając z misji od Chazarów.

       Metody, odebrawszy od papieża pełnomocnictwo i błogosławieństwo, wrócił jako biskup do Moraw, po czym rozszerzył swą apostolską działalność także na Czechy, gdzie udało mu się ochrzcić księcia Borzywoja i wielu panów. Stąd udał się na Węgry, gdzie go chętnie przyjęto. Budował wszędzie kościoły, święcił kapłanów, zakładał szkoły i ustawicznie zwiedzał swe biskupstwo utwierdzając nowo nawróconych w wierze. Diecezja jego była bardzo rozległa, gdyż rozciągała się na Morawy, wielką część Czech, Austrię i Węgry. Obudziło to zazdrość w niemieckich biskupach z Salzburga i Pasawy, oskarżyli przeto powtórnie Metodego u papieża, że nie trzyma się dawnych zwyczajów Kościoła i nawet Mszę świętą odprawia w słowiańskim języku.

       Papież Jan VIII, chcąc zbadać sprawę, wezwał Metodego do Rzymu. Stanąwszy przed papieżem, usprawiedliwił się Metody przed licznym zgromadzeniem biskupów i zyskał na nowo pozwolenie na używanie języka słowiańskiego w służbie Bożej, a nawet został mianowany arcybiskupem Moraw. Papież to jedno rozporządził, aby we Mszy Świętej Ewangelię czytano najpierw po łacinie, a potem po słowiańsku. Zwyczaj ten istnieje do dzisiaj.

       Metody wrócił do swej archidiecezji i poświęcił jej resztę swojego życia. - Umarł na słowiańskiej ziemi wśród wiernych w roku 885. Zwłoki jego spoczywają obok zwłok świętego Cyryla.

       Nauka moralna

       Książę bułgarski Bogorys, zatwardziały poganin, przeląkł się Sądu Ostatecznego, który mu święty Metody na obrazie przedstawił. Porzucił bożków, a zdał się na Miłosierdzie Boga prawdziwego, aby go Jego Sprawiedliwość nie potępiła na wieki. I my tam kiedyś staniemy, dlatego częste rozważanie tej okropnej chwili jest dla każdego zbawienne.

       Na odgłos trąby Archanioła powstaną wszyscy z swych grobów, począwszy od Adama aż do pomarłych w tym dniu zniszczenia i zgromadzą się w dolinie Józafata. Wtedy Aniołowie odłączą dobrych od złych, jak pasterz odłącza kozły od owiec (Mat. 13). Dobrych postawią po prawicy, złych po lewicy. Odłączą wtedy ojca od syna, matkę od córki; nie będzie tam wtenczas ani różnicy stanu, ani płci, ani wieku. Rozłączenie to będzie straszne, ponieważ będzie wieczne. Na którą stronę my się dostaniemy? na którą nasi rodzice, krewni, przyjaciele? A kiedy rozłączeni stać będą w wielkim oczekiwaniu, otworzą się Niebiosa, morze światła rozleje się po świecie, Aniołowie zstąpią z Nieba, niosąc narzędzia Męki Jezusa Chrystusa: powrozy, łańcuchy, płaszcz szkarłatny, koronę cierniową, trzcinę, Krwią przesiąkła suknię i włócznię. Potem ukaże się "Znak Syna Człowieczego", to jest Krzyż, który będą nieść najprzedniejsze duchy niebieskie. Pochód ten zakończą Cherubini i Serafini z Maryją Królową, ustawią się w szerokie koło i czekać będą na odwiecznego Sędziego, który zasiędzie wśród ich koła. Nawet dobrzy będą na to patrzyć ze drżeniem, jakże więc przerażający będzie ten widok dla złych!

       Wreszcie ukaże się sam odwieczny Sędzia, Jezus Chrystus i zasiędzie na Sąd. Dobrych powoła do Nieba, a złych strąci do piekła. Nie będzie On wtenczas tak łagodny i pokorny, jak wtedy, kiedy przyszedł świat odkupić. Będzie Sprawiedliwym Sędzią, ukaże się w całym majestacie, w całym blasku Boskiej chwały. Ukaże się zaś Jezus Chrystus w całym blasku na to, aby potępieni widzieli, kogo utracili, kogo prześladowali i obrażali. Wołać wtenczas będą: "Góry przywalcie nas! Pagórki przykryjcie nas!", ale nic im to nie pomoże. Ach, starajmy się, abyśmy stanęli po prawicy i usłyszeli owe słodkie słowa: "Pójdźcie błogosławieni Ojca Mego, otrzymajcie Królestwo wam zgotowane od założenia świata" (Mat. 25,34).

       Modlitwa

       Wszechmogący, wieczny Boże, który nas przez błogosławionych biskupów i Wyznawców Twoich, a naszych patronów Cyryla i Metodego do jedności wiary chrześcijańskiej powołać raczyłeś, daj nam, prosimy, abyśmy ich uroczystością teraz się weseląc, za przyczyną ich zasług doszli do wiecznej chwały. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi po wszystkie wieki wieków. Amen.


Za: Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937r.
_______________________________________________________________
(...)
W ikonografii Bracia Sołuńscy przedstawiani są w stroju pontyfikalnym jako biskupi greccy lub łacińscy. Czasami trzymają w rękach model kościoła. Św. Cyryl ukazywany jest w todze profesora, w ręce ma księgę pisaną cyrylicą. Ich atrybutami są: krzyż, księga i kielich, rozwinięty zwój z alfabetem słowiańskim.

 


.

7 komentarzy

avatar użytkownika intix

1. Cyryl i Metody - święci apostołowie Słowian

Na przestrzeni wieków istnienia Kościoła Bóg stawiał i nadal stawia przed wiernymi zadanie pozyskiwania dla Dobrej Nowiny nowych ludów. Wielu kapłanów otrzymywało za pośrednictwem przełożonych polecenie porzucenia dotychczasowego życia i rozpoczęcia pracy ewangelizacyjnej wśród pogańskich bądź skażonych herezją narodów. Przed takim wyzwaniem w dziewiątym stuleciu po narodzeniu Chrystusa stanęli także dwaj bracia – zakonnicy Cyryl i Metody. Ich misja, prowadzona w trudnych warunkach i napotykająca przeszkody wynikające z ludzkich słabości, stała się dla następnych pokoleń przykładem poświęcenia dla Ewangelii. Słowianie wschodni zawdzięczają działalności obu misjonarzy stworzenie podstaw późniejszego rozwoju języka i kultur narodowych.


Znalezione obrazy dla zapytania Święci Cyryl i Metody - obrazy

Przyszli misjonarze Słowian urodzili się w Tessalonikach (obecnie Saloniki w Grecji) w pobożnej rodzinie wyższego oficera miejscowego garnizonu. Imiona, pod którymi znani są obecnie, przyjęli dopiero po wstąpieniu do klasztoru. Na chrzcie świętym urodzony ok. 815 r. Metody otrzymał imię Michał, natomiast dla jego młodszego o blisko dekadę brata, Cyryla, rodzice wybrali imię Konstanty. Rodzina, choć wielodzietna (bracia mieli jeszcze pięcioro rodzeństwa), posiadała wystarczające środki, by zapewnić przyszłym świętym dobre wykształcenie.

Drogi do klasztoru

Spora różnica wieku oraz odmienne uzdolnienia spowodowały, że bracia sołuńscy (Sołuń to słowiańska nazwa Tessalonik) podążali przez pewien czas różnymi drogami. Michał, z uwagi na uzdolnienia prawnicze, został urzędnikiem. Pełnił nawet przez pewien czas funkcję archonta, czyli namiestnika cesarskiego w jednej z prowincji słowiańskich. Okazało się jednak, że nie takiej służby żąda od niego Bóg. Idąc za głosem powołania, Michał porzucił karierę urzędniczą i wstąpił do klasztoru na Olimpie w Bitynii. Pobożność oraz doświadczenie życiowe spowodowały, że Michał – Metody, szybko został przełożonym wspólnoty. Wkrótce właśnie w tym klasztorze miały się znowu zejść drogi obu braci.

Nieco inaczej potoczyły się losy młodszego z nich. Wykazujący wielkie zdolności intelektualne Konstanty został wysłany przez ojca na studia do stolicy cesarstwa, którą po upadku imperium zachodniorzymskiego był Konstantynopol. Po skończeniu nauki przyjął święcenia kapłańskie i rozpoczął pracę w bibliotece przy kościele Hagia Sofia. Ale i on nie czuł się dobrze prowadząc życie w świecie. Wzorem brata postanowił więc wstąpić do klasztoru. Wprawdzie początkowo uległ usilnym namowom i został wykładowcą filozofii w szkole cesarskiej, ostatecznie jednak powrócił do życia mniszego. Jako nowy dom wybrał klasztor, w którym przebywał Metody.

Nie dane było jednak braciom sołuńskim długo cieszyć się ciszą klasztornych cel. Bóg wzywał ich do działalności apostolskiej. Cesarz Michał III powierzył im misję pozyskania dla chrześcijaństwa mieszkańców zaprzyjaźnionego z Cesarstwem Bizantyjskim kraju Chazarów. By skutecznie polemizować z rozszerzającymi swe wpływy na tych terenach żydami i muzułmanami, uzdolniony językowo Cyryl nauczył się posługiwać językiem hebrajskim oraz syryjskim. Niestety, mimo intensywnej pracy misjonarzy, Chazarowie wybrali judaizm. Bracia wrócili więc do domu. Odpoczynek w klasztornym zaciszu nie trwał długo.

Wśród Słowian…

Wkrótce święci Cyryl i Metody znowu ruszyli na misje, tym razem na ziemie Słowian. Nowa wyprawa była odpowiedzią na prośbę o przysłanie misjonarzy znających język słowiański, z którą książę wielkomorawski Rościsław zwrócił się do cesarza bizantyjskiego. Ze względu na zasługi, jakie bracia sołuńscy oddali Kościołowi i cesarstwu podczas misji wśród Chazarów i zważywszy na ich dobrą znajomość języka Słowian, wyniesioną jeszcze z rodzinnego miasta, można zaryzykować twierdzenie, że nie było wówczas lepszych kandydatów do prowadzenia pracy ewangelizacyjnej wśród poddanych władcy wielkomorawskiego niż oni.



Przed wyruszeniem na Morawy bracia dokonali przekładu na język słowiański Ewangelii, Dziejów Apostolskich i Psałterza, a także tekstów liturgicznych. Pracę ułatwiało stworzenie przez Cyryla alfabetu umożliwiającego zapisywanie tekstów w języku Słowian (głagolica).

Po przybyciu na ziemie Rościsława misjonarze przystąpili do pracy ewangelizacyjnej, która bardzo szybko zaczęła przynosić pozytywne efekty. Po trzech latach Cyryl i Metody wyruszyli więc do Bizancjum po nowych duchownych, którzy wsparliby ich w pracy duszpasterskiej. Podczas podróży zmienili jednak plany. Skorzystali z zaproszenia skierowanego do nich przez papieża Mikołaja I i udali się do Rzymu.

Poparcie papieża

Tam, mimo że na tronie papieskim zasiadał już nowy papież Hadrian II (jego poprzednik zmarł) zostali przyjęci triumfalnie. Podarowali Ojcu Świętemu przywiezione jeszcze z misji chazarskiej relikwie św. Klemensa Rzymskiego.

Papież podszedł ze zrozumieniem do metod stosowanych w pracy misyjnej przez braci sołuńskich. Zaakceptował wywołujące kontrowersje w niektórych kręgach kościelnych stosowanie w liturgii języka Słowian. Z jego rozkazu księgi liturgiczne spisane w głagolicy zostały umieszczone w bazylice Matki Bożej Większej. Hadrian II udzielił też święceń kapłańskich Metodemu.

Niestety, wkrótce miało się okazać, że do pracy misyjnej powróci tylko jeden z braci. Cyryl, czując zbliżającą się śmierć, wstąpił do jednego z rzymskich klasztorów, gdzie wkrótce zmarł (14 lutego 869 r.).

Oskarżony i aresztowany…

Po krótkim pobycie na Morawach Metody wrócił ponownie do Rzymu, aby przyjąć sakrę biskupią. Jednocześnie został mianowany arcybiskupem metropolitą Sirmium. Jego jurysdykcji poddano m.in. Panonię, czyli tereny obejmujące dzisiejsze Węgry, wschodnią Austrię i Słowenię. Nie spodobało się to biskupom bawarskim, którym dotąd podlegały te ziemie. Względy ambicjonalne, ale także spotykająca się z niezrozumieniem wśród wielu duchownych praktyka odprawiania Mszy św. w języku Słowian, stały się zarzewiem konfliktu między apostołem Słowian a biskupami niemieckimi. Nie pomogło poparcie papieża. Metody został aresztowany i postawiony przed sądem biskupa Salzburga (870 r.). Dopiero kolejnemu następcy św. Piotra – Janowi VIII udało się doprowadzić do uwolnienia więźnia i jego powrotu na stolicę arcybiskupią.
















Prześladowania nie złamały ducha apostolskiego św. Metodego. Oprócz działalności duszpasterskiej na terenie własnej metropolii arcybiskup Sirmium starał się pozyskiwać dla Chrystusa mieszkańców pobliskich terenów. Udało mu się m.in. ochrzcić w 880 r. księcia czeskiego Borzywoja i jego żonę Ludmiłę. Podróżował także do Słowian bałkańskich.

W przekazach historycznych znajdujemy również wątek polski. Jeden z żywotów św. Metodego, tzw. Legenda Panońska, wspomina o proroczym ostrzeżeniu, jakie święty skierował do pogańskiego księcia Wiślan – „silnego wielce” – który szkodził chrześcijanom: – Dobrze by ci było, synu, ochrzcić się dobrowolnie na ziemi swojej, abyś wzięty do niewoli nie był i przymuszony do chrztu na ziemi cudzej. I wspomnisz mnie wtedy. Według podania zapowiedź się spełniła. Niestety, nie znamy szczegółów tych wydarzeń.

Metody odszedł do Ojczyzny Niebieskiej 6 kwietnia 885 r., dołączając do swego młodszego brata. Metropolią zarządzał teraz biskup związany z misjonarzami bawarskimi. Z czasem niektórzy uczniowie Cyryla i Metodego udali się na ziemie bułgarskie, podlegające jurysdykcji patriarchatu konstantynopolitańskiego, podkreślmy – pozostającego jeszcze wówczas w jedności z Kościołem rzymskim. Tam przyczynili się do rozwoju liturgii w języku słowiańskim, ale już według obrządku greckiego. Dało to podstawy do rozwoju piśmiennictwa tamtejszych narodów. Warto przypomnieć, że liturgia w języku starosłowiańskim była do niedawna celebrowana także w niektórych Kościołach lokalnych związanych z Rzymem. I tak na przykład Mszy Świętej w języku starochorwackim cios śmiertelny zadała dopiero reforma liturgiczna po Vaticanum II.

Patroni Europy

Cyryl i Metody uznani są za świętych – choć nigdy nie byli formalnie kanonizowani – zarówno w tradycji łacińskiej, jak i greckiej. 31 grudnia 1980 r. Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił braci sołuńskich, obok św. Benedykta z Nursji, współpatronami Europy. Ich święto liturgiczne przypada 14 lutego.

Adam Kowalik
http://www.piotrskarga.pl

avatar użytkownika gość z drogi

2. Zaprzyjażnieni Bułgarzy,kiedyś w innych czasach z wielką emfazą

kochali opowiadać o Tych Świetych
serdeczności z polskich ścieżek i dróżek...:)

gość z drogi

avatar użytkownika intix

3. "...o Tych Świętych..."

poopowiadajmy jeszcze troszkę i my... za chwilę ciąg dalszy...

Dziękuję... i wzajemne serdeczności przesyłam...:)

avatar użytkownika intix

4. ŻYWOT ŚŚ. CYRYLA I METODEGO

ŻYWOTY
Ś W I Ę T Y C H
PATRONÓW POLSKICH
X. PIOTR PĘKALSKI
ŚW. TEOLOGII DOKTOR, KANONIK STRÓŻ ŚW. GROBU CHRYSTUSOWEGO
Na dzień 9 marca
ŻYWOT
ŚŚ. CYRYLA I METODEGO
rodzonych braci,
biskupów i apostołów ludów słowiańskich
(1)
~~~~~~~~~~~

W drugiej połowie dziewiątego stulecia, za panowania Michała III greckiego cesarza (2) mieszkał w Carogrodzie mąż znamienity, rodu szlacheckiego, z ojca Leona a z matki Marii, w Tesalonice urodzony, imieniem Kon­stantyn, którego słusznie filozofem zwano, że prawie od kolebki swego życia, rzadkim geniuszem swym wszyst­kich zadziwiał; a który dopiero w pięćdziesiątym roku życia z nakazu Bożego, jak to sam wyznał, Cyrylem się nazwał. Skoro dorósł do wieku dojrzałego, rodzice wysłali go do Carogrodu na wykształcenie się w wyższych naukach; tu w pierwszym zaraz młodości wieku, Cyryl pokazywał po sobie piękne znamiona prawdziwej pobożności i cnoty; a pomiędzy swymi współuczniami rzadką jaśniał roztropnością. Dla tych zalet, bardzo go polubił Ignacy carogrodzki patriarcha, i z rozporządze­nia Bożego zachęcił go do przyjęcia święceń kapłańskich. Zostawszy kapłanem, wnet rozsławił imię swoje, bystrym pojęciem obdarzony a gruntownie uczony ten robotnik w winnicy Chrystusowej. Właśnie w tym czasie przybyli posłowie od Chazarów do tegoż Michała cesarza z usilną prośbą, by łaskaw był posłać im jakiego męża uczonego, któryby ich prawdziwą wiary katolickiej nau­ką gruntownie objaśniał; a pomiędzy innymi powodami dodali zarazem, że: "żydzi chcą nas przeciągnąć do swej wiary, to znowu saraceni do islamizmu nakłonić nas usiłują. Nie wiemy zatem, ku której stronie właściwie przechylić się mamy, i co by dla dobra naszego korzystniejszym być mogło; stąd więc umyśliliśmy prosić naj­wyższego cesarza katolickiego o radę w sprawie wiary i zbawienia naszego, pokładając całą ufność naszą w wierze i przyjaźni waszej". Przyjął cesarz żądanie po­słów, a naradziwszy się z świętym Ignacym patriarchą konstantynopolitańskim, przywołał owego Konstantyna filozofa, czyli Cyryla, i przełożył mu prośbę Chazarów. Na to przełożenie, zawrzało serce Cyryla silnym pra­gnieniem opowiadania Ewangelii temu narodowi. Wysłał go zatem cesarz do prowincji Chazarów z pochodnią wiary św. z pełną i mocną ufnością, że jego mądrość i wymowa korzystne przyniesie skutki.

       Cyryl nie tracąc czasu, skoro wszystko było gotowe, puścił się w zamierzoną podróż; przybył najprzód do miasta Heraklii, w prowincji chersońskiej, która się stykała z wielkim słowiańskim Chazarów narodem, zamieszkującym wówczas półwysep taurycki, Krym i przy­ległe prowincje. Bawiąc w tym mieście czas niejaki, uczył się chazarskiego języka. Świadom historii o mę­czeństwie św. Klemensa papieża (3), że tu położył życie za wiarę św., za natchnieniem Boga, który już wtedy chciał wyjawić wiernemu ludowi ten skarb nieoceniony, ciało owego męczennika, począł Cyryl, jako ciekawy śledzca, dowiadywać się od mieszkańców tego miejsca, i skrzę­tnie dochodzić tego wszystkiego, co wiedział z czytania i ustnego podania, jako też z wieści ludu o ciele św. Kle­mensa papieża, o świątyni czyli marmurowej framudze, na kształt kapliczki, anielskimi rękoma w morzu zdzia­łanej. Lecz wszyscy odpowiedzieli mu, że oni są przy­chodniami do tej krainy, i niedawnymi jej mieszkańcami, że zgoła nic o tym nie wiedzą. Albowiem już od dawna ów cud rozłączania się morza, o którym w historii mę­czeństwa tego Papieża wyraźnie czytamy, nie pokazywał się, a wały morskie, dawne swe stanowisko zalały, dla ciężkich przewinień mieszkańców prowincji. Prócz tego, z powodu wielkiego napływu barbarzyńców do tej oko­licy, miejsce to było opuszczone, świątynia zaniedbana i zniszczona; wielka też część tej prowincji była spu­stoszona i niezamieszkała; a tak, i owa trumna z ciałem męczennika św., wałami morskimi zalana została. Lubo odpowiedź ta, bardzo zdziwiła i ciężko zasmuciła Cyryla filozofa, krzepiła go jednak nadzieja, że obja­wienie Boże i zasługi św. papieża wykryją mu to, o czym nie mógł się od ludzi dowiedzieć. Udał się zatem do Boga przez gorącą modlitwę; zachęcił także do niej Je­rzego metropolitę tego miasta, oraz duchowieństwo i lud świecki; opowiedział im wypadki męczeństwa, czyli owe cuda błogosławionego męczennika; prośbą swą pobudził bardzo wielu mieszkańców do szukania owych drogich szczętów od dawna zaniedbanych i do wykrycia ich na jawią, za pomocą Bożą swymi nakłonił uwagami. Jakoż, dnia 3 stycznia, gdy morze było spokojne, wsiedli na okręt, Cyryl filozof z biskupem, z duchowieństwem i niektórymi ludźmi, za natchnieniem Zbawiciela puścili się na morze. Z wielką płynęli ufnością, modlitwą i śpie­waniem drogę sobie skracając, przybyli do wyspy, która według ich mniemania taiła w sobie ciało męczennika świętego. Obchodzili ją wkoło z rzęsistym światłem w ręku, gorąco się modląc szukali miejsca; tu ujrzeli małą mogiłkę i domyślili się od razu, że pewnie w niej jest złożony ów skarb drogocenny, a więc skrzętnie kopać zaczęli.

       Kiedy pobożne to usiłowanie z gorącą modlitwą i z mocną ufnością statecznie przedłużali, tu niespodzianie, właśnie jakby jasna gwiazda, ukazała się jedna z kości Klemensa. Skoro ją ujrzeli, wszyscy nieskończenie ucieszeni, usilniej zatem i głębiej bez wahania się ziemię odkopywali; i kiedy następnie świętą głowę jego odkryto, wtedy to wesołe głosy i dziękczynne pienia, z radosnym rozczuleniem ku niebu wznosili. To bowiem świętych szczętów odkrycie, i bardzo przyjemna z nich wychodząca woń, obudziły w ich sercach taką radość, iż się wszystkim zdawało winszownym okrzykiem unie­sionym, że rajską byli napełnieni rozkoszą. Głębiej ko­piąc, po niedługiej chwili, znowu jakby z tajnych kry­jówek, reszta świętych szczętów w małej od siebie od­ległości leżących, była wynaleziona. W końcu wykopano i kotwicę, z którą męczennika w morzu utopiono (4).

       Tak wynalezione święte Klemensa papieża szczęty, złożono do przygotowanej skrzynki. Na podziękowanie Panu Bogu, że z nieprzebranej dobroci swej wyjawić raczył ciało męczennika św., biskup odprawił Mszę św., a Cyryl dźwignął na swoją głowę trumienkę z świętymi szczętami i wniósł ją do okrętu z wielką wszystkich pociechą. Z tego więc miejsca z radosnym śpiewem hym­nów i psalmów, przewiózł je do Heraklei stołecznego miasta Chersonu. Gdy się ku miastu zbliżali, wyszedł przed nich Nicefor, książę Heraklii, z orszakiem miesz­kańców, oddał cześć należną świętym szczętom, potem kroczył przed trumienką, w której były złożone, prowadząc je do miasta; a lud wielką radością uniesiony uczcił święte ciało. Cyryl opowiedział mieszkańcom wszystkie szczegóły przy jego wynalezieniu. A ponieważ się już zmierzchało, a niezliczony tłum ludu przeszkadzał mu wnijść do miasta, wniósł je zatem do kościoła św. Zozona na przedmieściu, i pilną opatrzył strażą. Nazajutrz rano, wyszło prawie całe miasto na przyjęcie św. szczę­tów; potem z tego miejsca wyniesione, po całym mieście z radosnymi śpiewy, w pobożnym pochodzie były obnoszone; na koniec złożono je w katedralnym kościele. Poczym Cyryl puścił się w podróż do narodu Chazarów, dla nauczenia ich wiary świętej. Jakoż, przyjęli tego apostoła wszyscy z wielką radością. Cyryl widząc ich serca pochopne do przyjęcia wiary św., przy pomocy Bożej siał słowo Boże pomiędzy tym ludem, wykładał mu proroctwa o Chrystusie i Ewangelię, a cnotą i budującymi życia przykłady ukrzepiał serca wszystkich w przyjętej wierze i pobożności. Gruntownym opowiada­niem zbawiennej nauki, gładką a treściwą wymową, ze światłem rozumu zgodną, objaśniał ich umysły prawdy Bożej spragnione. A tak całą tę krainę wywiódł z od­mętu błędów, w których ją niedowiarstwo żydów i saracenów dotąd trzymało. Zbawienną nauką oświeceni Chazarowie i w wierze prawej ugruntowani, składali dzięki Bogu wszechmocnemu i słudze Jego Cyrylowi za wy­bawienie ich z piekielnej otchłani. Skoro Cyryl spełnił swe posłannictwo, Chazarowie odsyłając go do Konstan­tynopola, wyprawili z nim do cesarza poselstwo, z oświadczeniem mu wiernego poddaństwa za to, że im przysłał takiego męża, który im ukazał niemylną zba­wienia drogę. Cyrylowi zaś ofiarowali bogate dary za apostolską pracę jego; ale on prawdziwego filozofa umysłem, wyższy nad nikczemne łakomstwo, nie przyjął tego upominku; żądał tylko, aby zamiast tych darów, ile u siebie zatrzymują jeńców chrześcijan niewolą uciśnionych, od razu na wolność puścili.

       Po powrocie Cyryla z ciałem św. Klemensa do Carogrodu, korzystna praca jego apostolska w nawróceniu chazarskiego narodu do wiary św. nabrała wszędzie roz­głosu, doszła o tym wieść aż do Ratysława (Rościsława), króla morawskiego, który pragnął naród swój z przyrodzenia łagodny, prawdziwą objaśnić wiarą; wyprawił w tym celu posłów do Michała cesarza, z przełożeniem, że ludy jego już wprawdzie porzuciwszy bałwochwalstwo, pragną przyjąć prawidła życia chrześcijańskiego; ale im schodzi na takim nauczycielu, co by ich i czytania i ustaw chrześ­cijańskich nauczył; prosił go zatem, by posłał do jego narodu tak światłego męża, jak o nim powziął wiado­mość, który wiarę świętą, przykazania Boże i drogę prawdy wskaże jego ludowi. Michał cesarz, prośbą króla morawskiego skłoniony, kazał przywołać rzeczonego fi­lozofa Cyryla, i zachęcał go do przyjęcia nowej pracy apostolskiej około nawracania słowiańskich narodów, i wykazał mu wielką korzyść dla Kościoła świętego. Cy­ryl przyjął ochoczo to posłannictwo. Tak więc wysłał go cesarz z Metodym rodzonym bratem jego do Morawy i hojnie opatrzył go pieniędzmi na pokrycie potrzeb tej podróży. Puściwszy się zatem dwaj ci misjonarze w r. 863 w daleką tę podróż, przybyli naj­przód do Bułgarii; do tej prowincji oni pierwsi zanieśli światło wiary świętej (6). Podczas wojny Greków z Bułgarami, Olcha, siostra Bogorysa, króla Bułgarów, dostała się do niewoli, odprowadzona do Konstantynopola, zatrzymana była na dworze cesarzowej św. Teodory Au­gusty, matki cesarza Michała III. Za jej wpływem oświecona zasadami religii chrześcijańskiej, nauczywszy się zarazem czytać, przyjęła wiarę św., przy chrzcie dano jej imię Helena. Po ukończonej wojnie odesłana do do­mu Bogorysa brata swego, opowiadała mu zasady wiary św. i religii chrześcijańskiej, i nakłoniła go do przyjęcia wiary w Chrystusa, zwłaszcza w tymże roku 863, gdy w Bułgarii z niedostatku żywności wielki głód pano­wał; i zachęcała go, by w tym twardym ucisku prosił Boga o pomoc. Bogorys uwierzył w Chrystusa, a klęska ustała; wyprawił zatem posłów do Michała III cesarza carogrodzkiego z prośbą o przysłanie do Bułgarii ka­płana, któryby mu udzielił chrzest święty. Cesarz zobowiązał Cyryla i Metodego, by odbywając podróż do Morawy, najprzód wstąpili do króla Bułgarii. Lubo Bo­gorys został w nocy ochrzczonym, i na tę pamiątkę przy­jął imię Michała przy chrzcie św., dowiedzieli się jednak przedniejsi panowie Bułgarii, że został chrześcijaninem, podniecili przeciw niemu lud do powstania, i w zamku zewsząd go wielkim mnóstwem rokoszan oblegli, tak dalece, że tylko 48 wiernych przy jego boku zostało. Bogorys ufny w ramię Boże, z tą małą garstką z zamku, z krzyżem w ręku, nagle uderzył na ten tłum powstań­ców, których też jakaś niepojęta trwoga tak silnie ogar­nęła, że porzuciwszy występny swój zamiar, jedni ucieczką się ratowali, drudzy upuściwszy broń z ręku, na ziemię upadli. Król tylko 42 pierwszych podżegaczy do powstania ukarał, ogółowi przebaczył. Ta rokoszan po­rażka, którą prawie każdy za cudowne wydarzenie uwa­żał, zupełnie przygotowała Bułgarów do przyjęcia wia­ry św., przeto król osobiście z wielką powagą zalecał ją swym poddanym, i zagrzewał ich serca miłością Chry­stusa (7). Cyryl i Metody ukrzepieni łaską Zbawiciela, w całej potędze słowa Bożego pracowali około nawra­cania Bułgarów. A kiedy już przytłumili i wykorzenili w tym narodzie błędy pogańskie, dopełniając potem swo­jego posłannictwa, puścili się w podróż do Morawy. Dowiedziawszy się mieszkańcy Wielogrodu o zbliżeniu się tych apostołów ku miastu, a słysząc, że i ciało św. Klemensa mają z sobą, i Ewangelię na język słowiański Cyryl filozof przetłumaczył, z wielką radością wy­szli przed nich za miasto, ze czcią i uszanowaniem wpro­wadzili ich do Wielogrodu. Apostołowie widząc lud mo­rawski wielce ku religii katolickiej przychylny, gorliwie zatem jęli się roboty około jego zbawienia. Przede wszystkim uczyli dziatki ich czytać i pisać; wykładali im pierwsze zasady wiary św., obrzędy kościelne; a widząc że ten naród aż dotąd opojony był pogańskimi błędy, a bardzo szkodliwymi religii chrześcijańskiej; zaczem dla wykorzenienia ich z pomiędzy ludu, do których się ten przez nałóg przywiązał; za światłem prawdy Bożej odwodzili ich od szkodliwego nałogu; a natomiast za­szczepiali miłość Boga i dobrych obyczajów. Tak więc na miejscu wykorzenionego pogańskiego zabobonu, siali na serca powolnych mieszkańców nasiona słowa wiecz­nego zbawienia. Cyryl i Metody, co dzień obiegali miasta, miasteczka, wsie i wiejskie ustronia, wpajali w umysły ludu naukę wiary; zapowiadali mu odpusz­czenie grzechów przez sakrament chrztu świętego, że żadnym innym sposobem szczęścia wiecznego nie osią­gną, jeśli się przez chrzest nie odrodzą. Kiedy przez gorliwe tych apostołów opowiadanie zbawiennej nauki i budujących obyczajów już w umysłach ludu i króla jaśnieć zaczęło światło wiary w Chrystusa, król i wszy­stek lud jego, gruntownie utwierdzony w nauce kato­lickiej, dłużej nie wahał się w namyśle przyjęcia religii św., ale z wielką pociechą uznając nieoceniony dar łaski Bożej, przez który przywiedzionym został do przyjęcia prawdziwej wiary, prosił ich o umieszczenie go na łonie katolickiego Kościoła. Słysząc Cyryl i Metody to serdeczne króla i ludu żądanie, radosne łzy z oczu uro­niwszy, składali dzięki Bogu za łaskę, którą ogrzał serca ludów morawskich; udzielili im chrzest święty, a tak króla jak i lud jego wyswobodzili z odmętu błędów po­gańskich, a natomiast podali mu Pismo św. Starego i No­wego Testamentu, tudzież inne pisma religijne: pacierze kapłańskie, Mszę świętą i obrzędy kościelne z języka greckiego i łacińskiego przez nich na język słowiański przełożone, w tym języku odprawianie nabożeństwa w kościołach zaprowadziwszy.

       Kiedy już piąty rok trawił Cyryl w Morawie na apostolskiej pracy, doszła o tym wieść do Rzymu, sto­licy świata chrześcijańskiego i bardzo ucieszyła Mikołaja I wtedy na Stolicy Piotra siedzącego papieża, że za spra­wą Cyryla i Metodego Bułgaria i Morawa przyjęły wiarę św., jako też, że ci apostołowie mają z sobą ciało św. Klemensa papieża męczennika. Dziwił się wszakże Papież, dowiedziawszy się, że ci misjonarze słowiańscy, w słowiańskim języku odprawiają Mszę św. i kapłańskie pacierze; i dlatego listem swym wezwał ich do Rzymu. To wezwanie rozbudziło w ich sercach wielką radość, że ich nawet Stolica Apostolska do siebie powołuje. Nie tracąc zatem czasu, puścili się w podróż, przybrawszy z sobą niektórych uczniów swoich, których uważali, że są godni święceń kapłańskich i biskupiego urzędu; tak więc po upływie dni kilkudziesiąt przybyli do stolicy świata chrześcijańskiego.

       A lubo, nim przybyli, przed kilką dniami Mikołaj papież dobiegł doczesności kresu i przeniósł się do Pana po nagrodny wieniec wiecznej chwały; to jednak Hadrian II papież, który po nim zasiadł na Stolicy Piotra św., dowiedziawszy się, że Cyryl filozof przybywa do Rzy­mu i wiezie z sobą ciało św. Klemensa papieża męczen­nika, które za wielkim staraniem wynalazł na wyspie chersońskiej, bardzo tym ucieszony, wyszedł ze swym duchowieństwem i ludem rzymskim przed apostołów, i przyjął ich uprzejmie, z przyzwoitą czci oznaką dla św. szczętów.

       Zaraz też u zwłok Klemensa świętego, wszechmocność Boska zaczęła udzielać cudowne uzdrowienia od rozmaitych chorób i uwolnienia od duchów nieczystych, tym, którzy zwłoki męczennika świętego z uczczeniem zwiedzali. Hadrian papież i wszystek lud rzymski, w go­rących modłach składał Bogu dzięki za Jego dobrodziejstwo strapionemu ludowi udzielane; radowali się wszyscy w Panu, że po tak długim upływie czasu, za ich pamięci, dał im tych mężów apostolskich, którzy i ludy słowiańskie na łono Kościoła Bożego z manowców błędu przywie­dli, i św. Klemensa papieża szczęty przez 800 lat ukryte na jawią wydobyli; że na koniec za tego męczennika przyczyną, Bóg łaskawy okazanymi cudy nie tylko Rzym cały, ale też i rzymskie państwo zaszczycić raczył. Ciało św. Klemensa papieża i męczennika, złożono w kościele imieniowi jego dawniej wzniesionym. Cyryl i Metody przyjęci uroczystym czci okazem, poświęceni zostali na biskupów, ich zaś uczniowie przyjęli kapłańskie święcenia. Potem Papież zwołał starsze duchowieństwo w Rzymie na posiedzenie, i na nim przywołanemu Cyrylowi ganił zaprowadzenie w Morawie kościelnego nabożeństwa Mszy św. i pacierzy kapłańskich w słowiańskim języku, przeciwko przepisom Stolicy Apostolskiej i nauce Ojców świętych; ale on kornie tłumaczył się Papieżowi i kardynałom, że w tym naśladował naukę Apostoła, mówiącego: "Bracia, mówić rozmaitymi językami nie zabraniajcie" (8). Odpowiedziano mu na to: aczkolwiek Apostoł dozwala mówić rozmaitymi językami, to jednak nie chciał tego, aby nabożeństwo kościelne było śpie­wane w tym języku, któryś ty zaprowadził. Cyryl przy­wiódł na to tekst z Psalmu Dawida: "Wszelki duch nie­chaj Pana chwali" (9). Jeżeli wszelki duch sławieniem wielbi Pana, nie widzę zatem powodu, dla którego zabraniacie mi w słowiańskim języku śpiewania Mszy św. i kapłańskich pacierzy? Nie byłbym pewnie dla Kościoła Bożego i dla pojęcia ludu uczynił tak wielkiej korzyści, gdybym kościelne nabożeństwo w języku greckim lub łacińskim, jak u innych narodów, był zaprowadził; zwłasz­cza żem przyszedł do tego narodu wcale nieświadomego drogi Bożej, i jedynie za natchnieniem Ducha Świętego jąłem się tego sposobu, przez który pozyskałem Bogu niezliczony poczet ludu. Stąd najprzewielebniejsi ojco­wie i panowie moi, rozważcie, azali przystoi zmieniać zaprowadzony przeze mnie język słowiański w kościel­nym nabożeństwie. Papież i kardynałowie, słysząc z wiel­kim podziwem rzadki umysł i wiarę tego męża Bożego, zastanowiwszy się z rozwagą, uchwalili, by u tych ludów, które Cyryl Bogu pozyskał, w tym porządku i języku Msza św. i pacierze kapłańskie nadal były odpra­wiane, w jakim je ustanowił.

       A chociaż sława pracy jego apostolskiej nabrała pomiędzy ludem rozgłosu, on jednak daleki od ludz­kich zalet, za którymi płocho ubiega się bardzo wielu, na których iści się wyrok Zbawiciela: "Zaprawdę mó­wię wam, już odebrali nagrodę swoją"; wzdrygnął się tej usty ludzkimi oddawanej mu pochwały. Stąd w głębokim ukorzeniu statecznie postanowił uchylić się od ludzkiej sławy, pragnąc samemu tylko Bogu w klasztornym zaciszu poświęcić resztę dni żywota. Jakoż złożywszy w ręce Papieża godność biskupią, wdział na sie­bie suknię mnichowską (10) w klasztorze św. Aleksego u ojców Benedyktynów w Rzymie. Potem za zezwoleniem Stolicy Apostolskiej wyprawił do Morawy na swoje miej­sce brata swojego Metodego w pasterskim urzędzie i zawiązał w sercu jego gorliwe około owieczek stara­nie. Żył on jeszcze lat kilka w klasztornym ustroniu, służąc Zbawicielowi w umartwieniu ciała swojego. Na koniec skołatany wiekiem i pracą około nawracania lu­dów słowiańskich do wiary świętej, dobiegając docze­sności kresu, dotąd Konstantynem filozofem nazwany, prosił Ojca Świętego, by mu pozwolił przyjąć imię Cyryla jerozolimskiego patriarchy, i powiedział mu, że to imię ma z objawienia dane. Złożony chorobą, którą przez dni 40 cierpliwie znosił, w Rzymie dokonał ży­wota i przeniósł się do Pana po wieczną nagrodę dnia 9 marca około roku 878. Hadrian papież kazał całemu duchowieństwu greckiemu i łacińskiemu w Rzymie mie­szkającemu zgromadzić się na pogrzeb jego, by ze śpie­wem psalmów i hymnów, ze świecami w ręku i kadzi­dłem, i z takim okazem czci pogrzebowej pochowano Cyryla w kościele Piotra świętego, jaki samemu służy Papieżowi.

       Metody wróciwszy w r. 867 do Morawy w biskupim urzędzie, właśnie jako jaśniejąca pochodnia na świeczniku postawiona, tak on nauką, pobożnością i cnotą przodkował pieczy swej poruczonym owieczkom, w wierze św. je utwierdzał, od moralnego zboczenia na dro­gę prawą nawodził; pogańskie a szkodliwe nałogi i zwyczaje wykorzeniał, wypaczone obyczaje prostował a natomiast zdrową nauką ukrzepiał serca z przyrodzenia łagodnych Morawian; zakładał świątynie Pańskie i do najwyższego świetności podnosił je szczytu. Garnął się do niego gromadnie lud morawski, a on go Sakra­mentem chrztu św. ze skazy pierworodnej oczyszczał. Gorliwe nauki Metodego sprawiły, że po całej Mora­wie z uszanowaniem Imię Chrystusa wymawiano. Ludy tej prowincji zawrzały ogniem chrześcijańskiej miłości, a upragniony pokój, zgoda i zażyłość wyrosły z przy­jętej prawdy Bożej, zakwitły i stokrotny pobożności owoc przyniosły.

       Nieprzyjaciel zbawienia ludzkiego widząc, że na­ród morawski przez zapisanie się pod chorągiew Zba­wiciela, oswobodzonym został od jego niewoli, nie prze­stawał w owczarni Metodego siać nasion niezgody i przewrotności. Obudził ducha zawiści i zdrady w Światopełku i stronnikach jego, by pobożnego króla Ratysława a dziada swego, trucizną tajnie życia pozbawił, a on sam zasiadł na jego tronie. Król świątobliwy wy­pił napój śmiertelny, ale za sprawą Bożą nic mu nie zaszkodził. A kiedy król pobożny naturalną śmiercią życia dokonał, a Światopełk objął rządy morawskiego królestwa, srogością zapalony i dumą rozdęty społem ze swymi dworzany, do owego spisku należącymi, chciał okazać, że nauka sługi Bożego jest próżna i zawodna, a tak wszystkich tych, których Metody przywodził na drogę prawdy i zbawienia, wygubić usiłował. Wszak­że niezachwiany ten robotnik w winnicy Chrystusowej upominał prawowiernych, by się nie wahali na drodze prawdy objawionej ochoczym sercem i statecznie cho­wać zbawienną jego naukę i upomnienia. Rokosznicy zaś z pogardą odrzucali prawo Boże, srogo mścili się na sługach ołtarza, ciężką uciskając je krzywdą. Wśród tego szału powstańców, widział Metody, jako ojciec i wódz duchowny tego ludu, że jedni z ludu światłem Wiary objaśnieni, trwają statecznie w pobożności, dru­gich zaś przewrotność i doczesna znikomość zamgliła umysły; że miłośnicy cnoty wznoszą się ku osiągnieniu chwały wiecznej, a bezbożni grzęzną w trzęsawiskach błędu i potępienia, cofając się od religii św. z utratą dusz ich zbawienia; obrzydził sobie ich społeczność, a wsparty nauką Psalmisty: "Nie usiędę w radzie ze zło­śliwymi, ani z występnymi mieszkać będę, ale się złączę z niewinnymi i otoczę ołtarz Boga mojego". Z tego zatem powodu wyłączył ze społeczeństwa wiernych bez­czelnego Światopełkę ze stronnikami i z wiarołomnym ludem jego. Tym Metodego czynem srogo rozgnie­wany Światopełk, książę Morawy, wziął stąd powód do oskarżenia go u Jana VIII papieża, że opowiada ludo­wi jego naukę, która się nie zgadza z prawowierną nauką katolickiego Kościoła. Ta zatem skarga była przyczyną, że w r. 880 Papież wezwał Metodego do Rzymu, by się sprawił z uczynionego mu zarzutu. Jakoż przedsięwziąwszy podróż do Stolicy Apostolskiej, Metody okazał Papieżowi prawowierność swej nauki; chciał zarazem wziąć z sobą Cyryla brata swojego, ale ten już przed dwoma laty przeniósł się do wieczności; prosił zatem Papieża, by mu pozwolił przynajmniej zwłoki zmarłego brata zabrać z Rzymu do Morawy, dla pociechy świeżo nawróconego narodu. Zrazu przychylał się Papież do prośby jego i polecił, by ciało św. Cyryla włożone do trumny, opatrzonej pieczęcią Papieża, wydano Metodemu; ale starsze duchowieństwo rzymskiego Kościoła, biskupi i kardynałowie, tudzież szlachta rzymska naradziwszy się z sobą, przyszli do Ojca Świętego z przełożeniem, mówiąc: "Ojcze Święty, uznajemy to za rzecz mniej przyzwoitą, byśmy ciało tak znakomitego męża, przez którego nieoceniony skarb, szczęty Klemensa św., miasto i Kościół nasz odzyskał, a którego z tak dalekich krajów Bóg miłosierny do nas i królestwa naszego łaskawie przyprowadzić raczył, na doraźne żądanie do innego kraju przenieść dozwolili. Wszakże tak zacny mąż w sławnym mieście naszym sławny grobowiec mieć powinien". Papież przyjął to przełożenie. Ale prośbą Metodego skłoniony, pozwo­lił, by ciało Cyryla brata jego do kościoła św. Klemen­sa, którego zwłoki ten apostoł z wielkim trudem wyna­lazł, a nie z mniejszym do Rzymu sprowadził, przeniesione i obok jego ciała umieszczone zostało. Żądanie Meto­dego Ojciec Święty z wielką uroczystością całego ducho­wieństwa rzymskiego uskutecznił.

       Metody zabawiwszy jeszcze przez czas niejaki w Rzymie, pewnej nocy wszedł do kościoła św. Klemensa, tajemnie wziął ciało Cyryla brata swego, chcąc je z sobą przewieźć do Morawy. Kiedy po kilkudniowej z nim podróży na pewnym odpoczywał miejscu, chcąc potem w dalszą puścić się drogę, nie mógł żadnym spo­sobem ruszyć z tego miejsca. Padł na kolana i prosił gorąco Boga, by mu objawić raczył, na które miejsce ma odwieźć zwłoki święte. Cyryl podniósł prawą rękę i pokazał Metodemu w obecności kilku osób, by je na powrót do Rzymu odwiózł. Skoro z nimi powrócił do Rzymu, Papież wyszedł z ludem rzymskim przed św. ciało i ze czcią złożył je w kościele św. Klemensa na pierwszym miejscu.

       Podczas gdy Metody bawił w Rzymie i wyja­śniał przed Papieżem naukę ludowi udzielaną, Światopełk wywiódł z głębi serca swojego gorzki żal, że tak ciężką potwarzą obrzucił przed Ojcem Świętym tego męża świętego; wyprawił zatem posłów do Papieża, wyznał swe błędy i prosił go pokornie, by odesłał biskupa Me­todego do morawskiego Kościoła. Nieskończenie ucieszyło Papieża i Metodego poselstwo króla i kornym sercem uczynione wyznanie swych błędów: bo Bóg niepojęty w układach swoich, aczkolwiek dozwala przeciwnikom prawdy, na chwilę zasmucić wierne sługi swoje, zsyła im jednak niespodzianie błogą pociechę, która w ich sercach budzi radość nagradzającą ich udręczenie. Puścił się potem w drogę ten pasterz do swej owczarni, którą był opuścił. Jan VIII papież dał mu list do Światopełka króla Morawy, w którym zalecił Metodego w tych wyrazach: "Na wasze przełożenie do nas uczynione, wezwaliśmy biskupa Metodego dla wytłumaczenia się przed nami z nauk, które on ludom morawskim wykładał. Jakoż przekonaliśmy się, że wykładanie słowa Bożego przez niego w Kościele mo­rawskim czynione, jest zupełnie zgodne z nauką katolickiego Kościoła, a dla ludu wielce użyteczne. Odsyła­my wam go zatem, by znowu tak rządził Kościołem Bożym, jak przedtem: polecamy zarazem, byście go ja­ko własnego pasterza swojego z przyzwoitą czcią, szacunkiem i radosnym sercem przyjęli.... Język zaś i pi­smo słowiańskie, które Konstantyn filozof (Cyryl) wy­nalazł i zaprowadził, w którym to języku przyzwoicie brzmi chwała Boża, słusznie chwalimy, oraz nakazujemy, by w tym języku Ewangelia i czyny Chrystusa Pana na­szego były ogłaszane. Albowiem nie tylko trzema, ale wszystkimi językami Pismo święte upoważnia nas i nakazuje mówić: «Chwalcie Pana wszyscy narodowie, wysławiajcie Go wszystkie ludy» (11). Nie ubliża to pra­wej wierze i nauce, że Msze św. w języku słowiańskim będą śpiewane, jako też św. Ewangelia i lekcje z No­wego i Starego Testamentu wiernie przełożone: w tym języku czytane będą i inne pacierze kapłańskie odśpie­wane; bo Ten, który utworzył trzy główne języki: he­brajski, grecki i łaciński, utworzył także wszystkie inne języki na cześć i chwałę swoją. Zalecamy atoli, aby we wszystkich kościołach waszej prowincji dla większej powagi Ewangelia była po łacinie czytana, a potem na język słowiański przetłumaczona, dla ludu nierozumiejącego słów łacińskich była opowiadana, jak to w nie­których kościołach zaprowadzono. A jeżeli się wam i urzędnikom waszym podoba słuchać Mszy św. w języku łacińskim, nakazujemy zatem, by po łacinie uroczystość Mszy św. była odprawiana". Dano w Rzymie w miesią­cu czerwcu 880 r. (12).

       Dowiedziawszy się Morawianie, że Metody z Rzy­mu wraca do Wielogrodu, całe miasto uradowane wy­szło naprzeciw niemu, a król i pierwsi panowie, poda­niem ręki, uroczyście przyrzekali mu poprawę błędów życia swojego, dziękując Panu Bogu za powrót jego, i z wielkiej radości mówili: "Nawiedziłeś Panie ziemię Twoją i pocieszyłeś ją odesłaniem ojca i mistrza nasze­go, pasterza dusz naszych".

       Nie tylko bowiem po morawskiej ziemi rozniósł Me­tody światło wiary świętej, rozkrzewił on także religię chrześcijańską i w czeskim narodzie (13). Borzywój (14) książę czeski, rzadkiej urody młodzieniec, w swej wła­snej i ludu swojego sprawie, przyjechał pewnego czasu do Światopełka króla Morawy (15), u którego Metody arcybiskup mieszkał w Wielogrodzie. Król przyjął uprzej­mie księcia czeskiego z trzydziestu przedniejszymi jego obywatelami, a nawet na ucztę go zaprosił. Wszakże nie posadził go między chrześcijanami u stołu, ale według obrządku pogan, przed stołem na podłodze usiąść mu kazał.

       Na takie poniżenie czeskiego książęcia, ciężko za­bolał Metody, i powiedział mu: "Nie sromaszże się niestety! tego poniżenia? tak zacnym będąc mężem, wo­lisz raczej być wyłączonym od krzesła książęcego i sie­dzieć na podłodze z podłymi sługami dla obrzydłej czci bałwanów; wszakże i ty jesteś ozdobiony księcia go­dnością". Odpowiedział mu Borzywój: "Żadnego w tym nie widzę poniżenia mej godności, albowiem jakąż mogą przynieść mi korzyść religii chrześcijańskiej obrzędy?". Wtedy Metody wyłożył mu w całym znaczeniu ko­rzyść wiary świętej: "Jeżeli, rzecze, zaniechasz oddawa­nia czci bałwanom, która się Bogu, Stwórcy wszechrze­czy, należy, staniesz się panem panów, i wszyscy nie­przyjaciele twoi ulegną władzy twojej; i naród twój powiększy się jak rzeka szeroko płynąca, do której mnó­stwo rozmaitych wpływa strumieni". Odpowiedział Bo­rzywój: "Jeżeli tak jest rzeczywiście, jakaż jeszcze zwło­ka i zawada do przyjęcia chrztu św.?". "Żadna, rzecze bi­skup; skoroś gotów wierzyć w Boga Ojca wszechmogą­cego, w jednorodzonego Syna Jego Jezusa Chrystusa Pana naszego, i w Ducha Świętego Pocieszyciela oświecają­cego dusze wszystkich wiernych; nie tylko w sprawach światowych, ale też dla osiągnienia twojej duszy zba­wienia; niemniej dla odziedziczenia wiecznej chwały, oraz dla wpisania się do księgi towarzystwa świętych Bożych i radości ich nieskończonej". Ta słodka i ujmująca Metodego nauka obudziła w sercu młodego Borzywoja gorące pragnienie do przyjęcia łaski chrztu świętego. Aby więc nie odkładać tak zbawiennej pogody, Borzywój ze swymi dworzany padł do nóg Metodego i prosił go pokornie o chrzest święty. Nazajutrz rano, nie tra­cąc czasu biskup, zaczął wykładać mu naukę religii chrześcijańskiej, oraz jego dworzanom, którzy jako starsi z czeskiego narodu z księciem do Wielogrodu przybyli. Skoro pojęli pierwsze zasady wiary, i według zwyczaju odprawili post przepisany, Metody obmył wszystkich w zdroju chrztu ze skazy grzechu pierworodnego, przy tym obdarzył Borzywoja licznymi upominki, i powraca­jącemu do swej krainy, dał pobożnego i światłego ka­płana imieniem Czejcha.

       Powróciwszy do Czech, Borzywój umieścił Czejcha kapłana na zamku Chradiszczu; wystawił kościół na cześć św. Klemensa papieża męczennika; obyczaje i błę­dy pogańskie pomiędzy ludem stłumiał, a natomiast religię chrześcijańską w państwie swym korzystnie rozkrzewiał. Wszakże nieprzyjaciel zbawienia ludzkiego obudził w czeskim narodzie ducha rokoszu przeciwko księciu swojemu, że zaprowadza nową religię i wiarę, no­we i nieznane obyczaje z zaniedbaniem ojczystych oby­czajów. Jednozgodnie zatem uradzili starsi z czeskiego narodu, albo wypędzić go z kraju, albo też aby padł ofiarą śmierci. Dowiedziawszy się Borzywój o zamachu na jego życie, wyjechał z Czech do Światopełka i Me­todego biskupa. Przyjęty od nich z radością, bawiąc w Morawie przez czas niejaki, nauczył się gruntownie zasad wiary świętej, i dokładniej pojął chrześcijańskie obyczaje. Tymczasem Czesi obrali sobie za wodza tak nazwanego Zrejmiera, to jest: sędziego pokoju, którego dawniej z Czech do Niemiec na wygnanie byli wywołali. Ale, że Zrejmier zupełnie zapomniał czeskiego języka, i tylko mówił niemieckim językiem, którego oni nie rozumieli, stąd więc znienawidzili go sobie i z kraju powtórnie wydalili. Potem udali się do Morawy po Borzywoja, i prosili go pokornie, by powrócił do swej ojczyzny na książęcą stolicę. Borzywój, podczas swego w Mora­wie pobytu, uczynił ślub: jeżeli go Pan Bóg szczęśliwie ze sławą przywróci do kraju, że wystawi kościół na cześć Najświętszej Maryi Boga Rodzicy. Jakoż, książę ten, po swym do Czech powrocie, ślubu swojego w Pradze do­pełnił. Ten to Borzywój pierwszy pozakładał świątynie Pańskie w czeskim królestwie; a gorliwy o chwałę Bo­żą, zaprowadził duchowieństwo i rozkrzewił religię chrześcijańską w swym narodzie. Pojął on żonę, imieniem Ludmiłę, rzadkiej cnoty i pobożności niewiastę, córkę Zlaubra, hrabiego w prowincji słowiańskiej, zwanej da­wniej Speu, teraz nosi nazwę Milnik od miasta stołecz­nego. Księżna Ludmiła ochrzczona przez Metodego, jak bowiem skrzętnie czyniła ofiary bałwanom, będąc po­ganką, tak też zostawszy chrześcijanką, naśladując cnoty męża swojego, co pojęła z nauki wiecznego żywota, tego z wrzącą w sercu miłością czynami prawej chrze­ścijanki dowodziła. Według przepowiedni Metodego, powiła Borzywojowi trzech synów i trzy córki. Ta święta księżna, której wnukiem był św. Wacław, za sprawą Drachomiry poganki, a swej synowej, padła śmierci mę­czeńskiej ofiarą. Metody na koniec, skołatany pracą około nawracania ludów słowiańskich w Morawie i w Czechach, w sędziwej już starości, zostawiwszy na swoim miejscu w Wielogrodzie arcybiskupa, po raz trzeci puścił się w podróż do Rzymu, i tam śmiercią świętych sług Bożych dokonał swego żywota, i obok ciała brata swe­go Cyryla, w kościele św. Klemensa papieża, czcigodne zwłoki jego położone zostały. Gorliwe prace tych dwóch rozkrzewców wiary Chrystusa w słowiańskich narodach, są pewnie budującym przykładem dla kapłanów, powoła­nych do roboty, około zbawienia bliźnich swoich w pra­wowiernym Kościele Bożym.


–––––~~~~~~–––––

Żywoty Świętych Patronów polskich, napisał X. Piotr Pękalski Ś. T. Dr. Kan. Stróż Ś. Grobu Chrystusowego. Z ośmią rycinami. Kraków 1862, ss. 64-87.

Przypisy:
(1) Żywot ten skreśliliśmy z dwóch rękopisów: FRANCISZKA DUCHENE i BLAUBURANA. Acta Sanctorum, dzień 9 marca tom 1.
(2) Ten Michał cesarz nie był pierwszy tego imienia kuropalat, ale trzeci; syn Teofila Ikonomacha i św. Teodory.
(3) Św. Klemens rodem z Rzymu, był uczniem św. Piotra apostoła; nauką i świątobliwym życiem swoim nawrócił bardzo wielu pogan do wiary św. i za to cesarz Trajan wysłał go na wygnanie za morze Pontu na puszczę chersońską; tam zastał dwa ty­siące chrześcijan skazanych do obrabiania marmuru. Tym św. wygnańcom, przy ciężkiej ich pracy wody niedostawało: Kle­mens padł na kolana, po modlitwie wyszedł na bliski pagórek, na wierzchu jego ujrzał baranka dotykającego prawą nogą źró­dła, z którego płynęła słodka woda; nią zatem wszyscy ugasili swoje pragnienie; za tym cudem bardzo wielu pogan przyjęło wiarę w Chrystusa. Dowiedziawszy się o tym Trajan, kazał uwiązać kotwicę u szyi Klemensa i w morzu go utopić; gdy to wykonano, chrześcijanie modlący się na brzegu, ujrzeli mo­rze na trzy mile rozstąpione; weszli na dno i tu znaleźli domek z marmuru na kształt kapliczki, a w środku skrzynię, w której było złożone ciało Klemensa i przy nim kotwicę. Tym cudem wszyscy mieszkańcy tego półwyspu przekonani, do Chrystusa się nawrócili.
(4) Rękopis FRANCISZKA DUCHENE mówi, że Konstantyn filozof, czyli św. Cyryl, wynalazł ciało św. Klemensa papieża na wyspie Cher­sonu, w mogiłce niegdy pogrzebione; zaś rękopis BLAUBURANA mówi: że Cyryl nie dowiedziawszy się od mieszkańców tej wy­spy nic pewnego, padł na kolana, i po uczynionej modlitwie morze z rozporządzenia Bożego rozdzieliło się; wszedł do ko­ściołka dawno poświęconego, tam znalazł ciało św. Klemensa z kotwicą, i wziął je z uszanowaniem. – Według naszego mnie­mania, historia będzie bliższa prawdy: że owi chrześcijanie, za których modlitwą niedługo po wykonanym męczeństwie Kle­mensa, gdy się morze na trzy mile rozdzieliło, wzięli ciało i kotwicę, i pogrzebali je na wyspie, usypawszy mogiłę na tę pa­miątkę. Wynaleziona przy szczętach kotwica, jest nieprzepar­tym dowodem, że to a nie inne ciało było własne św. Klemensa papieża. Acta Sanctorum, 9 Aprilis.
(6) Bułgarowie są starożytnym narodem słowiańskim w Sarmacji istniejącym, zamieszkują krainę nad rzeką, którą TEOFANES zo­wie Atalis, po tatarsku Edel, Rusini nazwali ją Volga czyli Wołga, od niej naród ten bierze swą nazwę: Wolgarowie czyli Bułgarowie. Używają języka słowiańskiego; zwodzili boje z Gre­kami i z pobliskim narodem Chazarów, któremu też za czasów TEOFANESA haracz płacili.
(7) THEOPHANES, ks. 4, liczba 14.
(8) I do Kor. r. 14, w. 39.
(9) Ps. 150, w. 6.
(10) Wyraz mnich, wzięty z greckiego języka Μοναχος, nie mieści w sobie takiego poniżenia człowieka i pogardy, z jaką niektó­rzy ludzie wyrażają się, nazywając mnichami osoby zakonnego powołania. Ale wyraz ten oznacza właściwie człowieka wiodą­cego samotne życie na ustroniu, poświęconego bogomyślności albo też głębokiej rozwadze wszelkiego rodzaju umiejętności. Takimi bowiem mnichami są wszyscy miłośnicy nauk, bądź przyrodzonych, bądź też wyższych, które o Bogu rozprawiają. Takimi też mnichami byli i pogańscy filozofowie; Ojcowie Ko­ścioła św. w pierwszych wiekach ery chrześcijańskiej: Tertulian, Origenes, Grzegorz z Nazjanzu, Jan Chryzostom, Bazyli, Hieronim, Augustyn, Grzegorz I papież i wielu innych. Niemały poczet mnichów moglibyśmy wymienić, którzy na Stolicy Piotra św. siedzieli, i znowu z pierwszych dostojeństw kościelnych i bi­skupstw światli mężowie mnichami zostali, u nas Kadłubek, Jacek itd. Niechaj zatem osoby powołania zakonnego nie sromają się tego miana, nierozważnie i szydersko z urąganiem się przez niektórych ludzi wymówionego mnich, ale ich zachę­camy do tej wytrwałej pracowitości w klasztornym ustroniu, której nam owi uczeni i wielcy mężowie święty do naśladowa­nia przykład podali.
(11) Ps. 116, 1.
(12) Epist. 247. Datum Romae mense Junio Indict. XIII., id est, anno 880.
(13) Czesi podobnie jak inne im pobratymcze ludy słowiańskie, bar­dzo długo byli pogańskimi olśnieni błędami; bo jeszcze w dru­giej połowie dziewiątego stulecia, ciosanym z drzewa, lub ka­mienia rzezanym bałwanom oddawali tę cześć, która się jedy­nie Bogu, Stwórcy wszechrzeczy należy. Nie mając miasta ani ustawy, długo prowadzili życie koczujące; ze swymi wodzami przechodzili na inne coraz miejsce; żyli owocami i innymi ziemi płodami. Jednego roku wielkim uciśnieni zostali głodem i nędzą; w tym niedostatku udali się do pewnej pytonisy Libusy (Libusa była córką Kroka drugiego wodza Czechów) wieszczki, o po­radę i wieszczbę względem ich narodu, a odebrawszy od niej pomyślną odpowiedź, założyli miasto i dali mu imię Praga. Po­tem upatrzyli pomiędzy sobą bardzo mądrego i dowcipnego mę­ża imieniem Primisława, dobrze znającego rolnictwo. Z porady pytonisy, ustanowili go rządcą swych gruntów, i związkiem mał­żeńskim połączyli go z ową dziewicą Libusą. Tym więc sposobem uwolnieni z niedostatku i biedy, wybrali sobie księcia imieniem Borzywoja, byli mu wierni, posłuszni i oddawali mu cześć pogańskimi ofiary. Wiadomość ta o czeskim narodzie jest wy­jęta z rękopisu klasztoru budueńskiego w żywocie św. Ludmiły męczenniczki. Acta Sanctorum.
(14) Ten Borzywój był synem Hostywicza a 10-tym wodzem Czechów.
(15) Ten Światopełk był synem brata tego Światopełka, który prze­śladował Metodego, bo Światopełk prześladowca został poko­nany w boju z Arnolfem cesarzem; potem zataiwszy swe imię, z trzema pustelnikami dokonał życia w bogomyślności na górze Sambri.

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)

avatar użytkownika intix

5. Ks. prof. Tadeusz Guz: Chrześcijańskie fundamenty Europy"

Wykład "Chrześcijańskie fundamenty Europy" wygłoszony przez Ks. prof. Tadeusza Guza w Poznaniu 8 stycznia 2016 roku.
Ksiądz Profesor nie wspomina o świętych Cyrylu i Metodym, załączam jednak ten wspaniały wykład pod wpisem poświęconym patronom Europy...


https://youtu.be/V4P_S8tJW8k
***
Pozwolę sobie załączyć też:
OBRONA RELIGII KATOLICKIEJ - Bp Józef Sebastian Pelczar


avatar użytkownika intix

6. Modlitwa


Wszechmogący, wieczny Boże, Tyś sprawił, że ludy słowiańskie doszły do poznania Twego Imienia dzięki świętym Twoim Wyznawcom i Biskupom Cyrylowi i Metodemu; daj, aby wspólny los połączył nas z tymi, których uroczystość z dumą obchodzimy.
Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, Syna Twojego, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

(Z Kolekty dzisiejszej Mszy Świętej)


.