STANISŁAW SŁAWOMIR NICIEJA SZTANDAR WALCZĄCEGO PROLETARIATU Z "KRWAWYM FELKIEM" W TLE

avatar użytkownika aleksander szumanski
STANISŁAW SŁAWOMIR NICIEJA SZTANDAR REWOLUCJI WALCZĄCEGO PROLETARIATU Z „KRWAWYM FELKIEM” W TLE [link...STANISŁAW SŁAWOMIR NICIEJA SZTANDAR REWOLUCJI WALCZĄCEGO PROLETARIATU Z „KRWAWYM FELKIEM” W TLE http://aleksanderszumanski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1110&Itemid=2&mosmsg=Dzi%EAkujemy+za+Tw%F3j+g%B3os. Stanisław Sławomir Nicieja (ur. 4 października 1948 r. w Strzegomiu) – polski historyk i historyk sztuki XIX i XX wieku, profesor nauk humanistycznych, rektor Uniwersytetu Opolskiego, senator SLD V kadencji. Ukończył studia na Wydziale Filologiczno - Historycznym Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu, uzyskując tytuł zawodowy magistra historii. W 1977 r. obronił doktorat w zakresie nauk humanistycznych (na podstawie pracy poświęconej Julianowi Leszczyńskiemu), polskiemu komuniście i sowieckiemu agentowi. W 1982 r. uzyskał stopień doktora habilitowanego. W 1989 r. otrzymał tytuł profesora nauk humanistycznych. „(…)Julian Leszczyński, sekretarz generalny nielegalnej Komunistycznej Partii Polski, przedwojenny sowiecki agent NKWD, działający wspólnie i w porozumieniu z takimi przedwojennymi enkawudzistami, katami narodu polskiego, jak Jerzy Putrament, Wanda Wasilewska – polska i radziecka działaczka komunistyczna, pisarka i polityk, od lipca do września 1944 r. wiceprzewodnicząca PKWN, pułkownik Głównego Zarządu Politycznego Armii Czerwonej w 1943 roku, czy pułkownik NKWD poetka tortur „Krwawa Luna” Julia Brystygier. Członek nielegalnej Komunistycznej Partii Polski, dążącej do przyłączenia Polski do Związku Sowieckiego. Urodził się w rodzinie robotniczej. W 1901 roku został uczniem Gimnazjum Gubernialnego, z którego za udział w strajku szkolnym 1905 został wydalony. W 1906 przeniósł się do nowo powstałego Gimnazjum Polskiej Macierzy Szkolnej. Był współzałożycielem pisma młodzieżowego "Do Dzieła", na łamach którego publikował swoje pierwsze prace, w tym wiersze. Od 1906 należał do SDKP i L. W 1909 wstąpił na wydział filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i rozpoczął studia polonistyczne. W czasie studiów był aktywnym członkiem Związku Młodzieży Socjalistycznej "Spójnia", w latach 1910 - 1911 jego przewodniczącym, a od 1910 r. również współredaktorem jego organu „Głos Młodzieży Socjalistycznej”. W 1912 r. przeprowadził się do Warszawy i nawiązał kontakt z tamtejszym SDKP i L, a wkrótce został członkiem Komitetu Warszawskiego SDKP i L. W związku z walką o ubezpieczenia społeczne dla robotników napisał z polecenia partii opublikowaną w 1913 broszurę „Robotnicza Kasa Chorych”. W sierpniu 1913 r. z ramienia organizacji warszawskiej SDKP i L brał udział w kierowanej przez Lenina naradzie działaczy SDPRR w Poroninie. W styczniu 1914 r. został aresztowany przez żandarmów carskich i osadzony w więzieniu, a w przededniu I wojny światowej zesłany w głąb Rosji. Po wyjściu na wolność w czasie rewolucji lutowej 1917 r. organizował na terenie Rosji grupy SDKP i L. Na X Zjeździe tych grup wybrano go do Centralnego Komitetu Wykonawczego grup SDKP i L w Rosji. Jesienią 1917 r., obok Feliksa Dzierżyńskiego, Józefa Unszlichta i innych, Leszczyński wszedł do tzw. Przedparlamentu i Konstytuanty z listy partii bolszewickiej. Wyróżniał się tu jako mówca i publicysta, redagował wychodzącą w tym czasie w Rosji „Trybunę”. Był aktywnym uczestnikiem wielkiej socjalistycznej rewolucji październikowej, pupilkiem tow. Lenina. W listopadzie 1917 r. został mianowany kierownikiem Komisariatu do Spraw Polskich, powstałego wówczas w ramach Komisariatu Ludowego do Spraw Narodowościowych. Na placówce tej razem z Stanisławem Bobińskim, Kazimierzem Cichowskim, Bronisławem Bortnowskim (Bronkowskim) rozwinął szeroką działalność polityczną, społeczną i kulturalną wśród uchodźców polskich, organizował ich powrót do Polski. Po utworzeniu w 1919 r. Białorusko-Litewskiej Republiki Radzieckiej był przez krótki czas jej komisarzem oświaty, pracując nad rozbudową szkolnictwa polskiego. Od kwietnia 1919 r redagował wychodzące w Mińsku polskie pismo rewolucyjne „Młot”. Od 1920 r. współredagował Głos Komunisty, a także zamieszczał swoje artykuły w „Żołnierzu Rewolucji”, „Kalendarzu Robotniczym”, „Trybunie Komunistycznej” (1922) i innych rewolucyjnych wydawnictwach polskich na terenie Rosji Radzieckiej. Był również wykładowcą literatury polskiej na kursach pedagogicznych w Moskwie w 1921 r. Od chwili powstania KPP w 1918 r., Leszczyński utrzymywał stałą więź z partią. W czasie wojny polsko-bolszewickiej współpracował ściśle z Tymczasowym Komitetem Rewolucyjnym Polski w Białymstoku. Do 1923 r. działał głównie wśród Polaków w Rosji. W latach 1923-1924 brał udział w dyskusji ideologicznej, jaka w tym czasie wywiązała się w KPP, prezentując stanowisko ultralewicowe i atakując władze partii. W 1924 r. wyjechał za granicę, wpierw do Berlina, a następnie do Francji gdzie działał we Francuskiej Partii Komunistycznej. Brał udział w obradach Komisji Polskiej V Kongresu Międzynarodówki Komunistycznej (Kominternu) w lipcu 1924 r. Po kongresie wrócił do kraju gdzie z Franciszkiem Grzelszczakiem (Grzegorzewskim) i Stanisławem Mertensem (Skulskim) kierował przygotowaniami do III Zjazdu KPP. Jednakże wkrótce (w 1924 r.) został pod nazwiskiem Laskowski aresztowany w Sosnowcu i osadzony w więzieniu. Po roku udało mu się zbiec z poczekalni sędziego śledczego w Warszawie i ukryć w mieszkaniu Leona Ferszta. Przedostał się do Berlina, a następnie do ZSRR. W grudniu 1925 r. wziął udział w IV Konferencji Komunistycznej Partii Polski, na której został wybrany do Komitetu Centralnego. Po przewrocie majowym został przywódcą tzw. "mniejszości" w partii. Na IV Zjeździe KPP w 1927 r. wygłosił koreferat „O sytuacji politycznej i zadaniach partii”. W 1928 r. był członkiem delegacji na VI Kongres Kominternu i uczestniczył w opracowaniu uchwalonego na tym kongresie Programu III Międzynarodówki. W 1929 r., dzięki poparciu jakie uzyskała "mniejszość" w Międzynarodówce Komunistycznej, VI Plenum KC KPP wybrało go sekretarzem generalnym KC. Całkowicie podporządkował KPP Kominternowi, przez co stała się jedynie rodzajem sowieckiej agentury. Funkcję tę pełnił do chwili rozwiązania KPP w czerwcu 1938. W 1930 kierował obradami V Zjazdu KPP, na którym wygłosił referat sprawozdawczy. Następnie uczestniczył w opracowaniu programu KPP, który został uchwalony w 1932 r. na VI Zjeździe. Brał aktywny udział w działalności Komitetu Wykonawczego Międzynarodówki Komunistycznej. Na XII Plenum Komitetu Wykonawczego Kominternu w 1932 r. Leszczyński wygłosił referat Niemcy i Polska – węzłowe pozycje frontu rewolucyjnego. Na VII Kongresie Międzynarodówki Komunistycznej w 1935 r. wygłosił programowe przemówienie, stanowiące próbę skonkretyzowania dla warunków polskich wytycznych nowej taktyki jednolitego frontu. Wspólnie z innymi członkami KC KPP opracował uchwały IV Plenum (1936) i V Plenum (1937) KC KPP(…)”. I taka oto postać stała się tematem pracy doktorskiej Stanisława Sławomira Nicieji. Opolscy senatorowie z SLD: Stanisław Sławomir Nicieja i Apolonia Klepacz głosowali przeciw przyznaniu IPN-owi pieniędzy na wyjaśnienie zbrodni katyńskiej. Prof. dr Stanisław Sławomir Nicieja uzyskał doktorat w zakresie nauk humanistycznych na podstawie pracy poświęconej agentowi Kominternu i NKWD, polskiemu komuniście i sowieckiemu tajnemu współpracownikowi. Nicieja w okresie PRL był działaczem PZPR (od czasu studiów) i Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego. Przewodniczył uczelnianej organizacji Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, odbył roczną aspiranturę w jednym z instytutów Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR. W 1988 r. otrzymał specjalną nagrodę za działania w radzie wojewódzkiej PRON. Publikował w partyjnych periodykach artykuły poświęcone działaczom komunistycznym, m.in. o Feliksie Dzierżyńskim. Był także członkiem Komitetu Redakcyjnego kwartalnika KC PZPR „Z Pola Walki”, w którym publikowano artykuły na temat historii polskiego i międzynarodowego ruchu robotniczego i komunistycznego. Odbył staże na Uniwersytecie im. Iwana Franki we Lwowie (1978–1979), w Instytucie Historii PAN (1981–1982), uzyskał stypendium Bolesława Krokowskiego w Nancy i Paryżu (1986), stypendium Fundacji Lanckorońskich w Londynie (1990–1991), stypendium Fundacji Tadeusza Zabłockiego w Londynie (1992), stypendium Polskiej Fundacji Kulturalnej w Londynie (1993). Po przekształceniu WSP w Uniwersytet Opolski (w 1994 r.) pełnił funkcję rektora tej uczelni w latach 1996–2002. Ponownie został wybrany na trzyletnią kadencję w 2005. W 2008 nie ubiegał się o reelekcję. 16 marca 2012 został ponownie wybrany na to stanowisko, wygrywając z dotychczasową rektor uniwersytetu Krystyną Czaja stosunkiem głosów 57:42. W latach 2001–2005 z rekomendacji Sojuszu Lewicy Demokratycznej sprawował mandat senatora z okręgu opolskiego. W 2005 nie kandydował, w 2007 i w 2011 bez powodzenia startował do Senatu (odpowiednio z ramienia L i D oraz SLD). Zasiadał m.in. w Polsko - Ukraińskiej Komisji do spraw Renowacji Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie (1989–1993), zespole Odbudowy Cmentarza Orląt we Lwowie (od 1993), Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (od 1994), komitecie redakcyjnym Słownika Biograficznego Polonii Świata w Paryżu (od 1992), redakcji miesięcznika „Semper Fidelis” (1989–1993), radzie programowej Polskiego Radia Opole (1993–1999). Opublikował 14 książek (w tym monografii o Cmentarzu Łyczakowskim), około 400 artykułów naukowych, publicystycznych i popularyzujących historię oraz kilkadziesiąt biogramów i artykułów biograficznych (m.in. Edwarda Raczyńskiego, Karola Zbyszewskiego, Marii Danilewicz-Zielińskiej). Był promotorem ośmiu doktoratów. Publikował m.in. w „Zeszytach Historycznych” w Paryżu, „Dziejach Najnowszych”, „Odrze”, „Kresach Literackich”, „Przeglądzie Wschodnim”, „Życiu Literackim”, „Pulsie” w Londynie, „Orle Białym” w Londynie, „Tygodniu Polskim” w Londynie, „Kwartalniku Historycznym”, „Mówią Wieki”. Laureat nagród: im. Ludwika Waryńskiego (1987), im Juliusza Ligonia (1989), „Życia Literackiego” (1989), „Przeglądu Technicznego” (1989), Polskiej Fundacji Kulturalnej w Londynie im. Edwarda Raczyńskiego (1991), „Przeglądów Wschodniego” (1993), nagrody „Polityki” (1999), Nagrody Literackiej Wojewody Opolskiego (1990), nagrody I stopnia Ministra Edukacji Narodowej za osiągnięcia naukowe (1986, 1991, 1999), tytułu Zasłużony Obywatel Miasta Opola. W 2005 r. odznaczony Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. W 1993 r. otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Współautor sześciu filmów dokumentalnych o Lwowie, tj. m.in. „Orlęta Lwowskie” (1990), „Snem wiecznym we Lwowie” (1992), „Zadwórze – polskie Termopile” (1993). Należy do twórców Towarzystwa Historyczno-Literackiego im. Karola Szajnochy w Opolu, w jego ramach od 1989 r. organizuje wieczory autorskie i promocje książek w Klubie Akademickim Uniwersytetu Opolskiego. Był pomysłodawcą i realizatorem „Złotej Serii Otwartych Wykładów Uniwersyteckich”. IDOLEM NICIEJI JEST „KRWAWY FELEK” FELIKS DZIERŻYŃSKI TAK O NIM PISAŁ W MIESIĘCZNIKU „ODRA” W 1977 r. „W setną rocznicę urodzin Feliksa Dzierżyńskiego i w sześćdziesiątą rocznicę wielkiej rewolucji październikowej” "Nie umiem pół duszy oddać tylko. 11 września bieżącego roku minęła setna rocznica urodzin Feliksa Dzierżyńskiego. Dla wrogów rewolucji jego nazwisko stało się postrachem i symbolem twardej rewolucyjnej sprawiedliwości. Zwano go "Żelaznym Feliksem", "Wiecznym Płomieniem", "Karzącym Mieczem Rewolucji". Posiadał niezwykły życiorys, niezwykłe stanowisko w rewolucji rosyjskiej i niezwykłą władzę. Dzierżyński zmarł przedwcześnie w wieku 49 lat (20 lipca 1926 roku) na atak serca w swym gabinecie na Kremlu, wkrótce po wygłoszeniu płomiennego przemówienia na plenum KC Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików). W przemówieniu tym powiedział m. in.: "Wiecie doskonale, na czym polega moja siła. Nigdy się nie oszczędzałem. Lubicie mnie tu wszyscy dlatego, że mi ufacie. Nigdy nie byłem obłudny i jeśli widzę u nas nieporządki - zwalczam je z całą siłą." Dzierżyński był doskonałym oratorem, umiejącym barwnie i sugestywnie mówić o najbardziej skomplikowanych problemach rewolucji. Te cechy predestynowały go do spełniania roli trybuna ludu. W trakcie swego ostatniego przemówienia kilkakrotnie chwytał się za serce. Słuchacze sądzili, że to jeden z licznych jego gestów. Mimo, że od śmierci Dzierżyńskiego minęło 51 lat i mimo pokaźnej, ciągle narastającej literatury o nim, daleko jest jeszcze do wyczerpania materiałów archiwalnych mówiących o jego życiu i działalności politycznej. Dzierżyński wkroczył bowiem do historii w przełomowym okresie i nie należy do postaci, o których się zapomina. Wiadomo niemal powszechnie, że był jednym z najbliższych współtowarzyszy Lenina w okresie Rewolucji Październikowej i jednym z tych działaczy bolszewickich, którzy położyli największe zasługi w dziele ugruntowania zwycięstwa socjalizmu w Kraju Rad - i to szczególnie w okresie, gdy zmasowane siły kontrrewolucji podjęły ostrą, bezkompromisową, krwawą walkę w celu odebrania władzy partii bolszewickiej. Stąd też Dzierżyński znany jest przede wszystkim jako przewodniczący „Ogólnorosyjskiej Nadzwyczajnej Komisji do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem”, tzw. Czeki (NKWD), lecz nie zawsze pamięta się, że ten wybitny Polak zajmuje poczesne miejsce w historii międzynarodowego ruchu robotniczego. Był on bowiem współorganizatorem Litewskiej Socjaldemokratycznej Partii; odnowicielem, czołowym działaczem, członkiem Zarządu Głównego Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKP i L); należał do ścisłego kierownictwa Socjaldemokratycznej Partii Robotników Rosji, a następnie Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików). Ponadto nad naszą wiedzą o życiu i działalności Dzierżyńskiego zaciążyło bez wątpienia oczernianie go przez polską prasę burżuazyjną w okresie międzywojennym. Pewną rolę w tym okresie odegrała również wydana dwukrotnie (1932, 1935) w dużym nakładzie książka burżuazyjnego pisarza, Bogdana Jaxy - Ronikiera, pod intrygującym tytułem "Dzierzyński Czerwony Kat - Złote Serce". (Oryginalny tytuł tej książki „Dzierżyński czerwony kat”, „Złote serce” w tytule dopisał Nicieja dopisek A.S.) Próbowano w niej kreować Dzierżynskiego na "polskiego Torquemadę bolszewizmu", bądź też "Franklina socjalizmu", ściągającego na siebie pioruny w imię wyższych celów. Tytuł tej paszkwilanckiej książki Ronikiera - jak stwierdził jeden z biografów Dzierżyńskiego, prof. Jerzy Ochmański - trafił jednak niespodziewanie w sedno. Był bowiem Dzierżyński nieubłagany dla kontrrewolucjonistów i był też człowiekiem o "złotym sercu", czułym na wszelką nędzę i krzywdę społeczną tych, co żyli z pracy swych rąk. Burżuazyjna propaganda zarzucała Dzierżyńskiemu wiele, jednak nie mogła przejść do porządku dziennego nad faktem, że był to człowiek moralnie czysty, ofiarny, oddany bez reszty idei, o silnej woli, stanowczości i dużej odwadze, w pracy nie cofający się przed żadnymi przeszkodami, traktujący przemoc jedynie jaklo środek walki narzucony przez nie przebierającego w metodach, bezwzględnego wroga. W zmaganiach z białym terrorem, sabotażem, strzelaniem do wodzów rewolucji i zamachami na samo istnienie dyktatury proletariatu Czeka (GPU, NKWD) musiała spełniać rolę zbrojnego ramienia partii. Dzierżyński częstokroć mówił o konieczności odpowiedzenia terrorem na terror. Chodziło mu bowiem o zlikwidowanie wszelkich przejawów dywersji, ale równocześnie zawsze wołał o rozsądne wymierzanie ciosów, celowanie w faktycznych wrogów rewolucji, nie zaś w tych, którzy nieświadomie dali się zwieść. Gdy w pierwszej połowie 1918 roku, w najtrudniejszym okresie rewolucji, w zanarchizowanej, ogarniętej wojną domową głodującej Rosji objął to jedno z najtrudniejszych stanowisk w apartamencie radzieckim, tak napisał w liście do swej żony: "Wysunięto mnie w pierwszej linii i wola moja - walczyć i patrzeć otwartymi oczami na całą zgrozę położenia, by jak pies wierny rozszarpać złodzieja. Fizycznie zmęczony jestem, lecz nerwami żyję i nie czuję przygnębienia. Nie wychodzę prawie wcale z lokalu swego. Tu pracuję, w kącie za parawanem mam łóżko. W Moskwie jestem już kilka miesięcy. Mój adres: B. Łubianka 11". Gdy kilka miesięcy później otrzymał list z kraju od swej siostry Aldony, w którym pod wpływem propagandy burżuazyjnej wyrażała ona swoje wątpliwości w kwestii prowadzonej przez niego walki z siłami kontrrewolucyjnymi, natychmiast jej odpisał. Zważywszy, że Aldona była jego najukochańszą siostrą i powiernicą najskrytszych jego myśli, na co potwierdzenie znajdujemy w obszernej ich korespondencji, list ten możemy traktować jako głębokie wewnętrzne wyznanie Dzierżyńskiego. Pisał w nim : "Jedną prawdę mogę Ci napisać - pozostałem tym samym. Czuję, że Ty nie możesz pogodzić się z myślą, że to ja i nie możesz zrozumieć znając mnie... I dziś poza ideą - poza dążeniem do sprawiedliwości - nic nie waży na szali mych czynów. Trudno mi pisać. Trudno dowodzić. Ty widzisz tylko to, co jest, i o czym słyszysz w przesadnych może barwach... ja, wieczny tułacz, w ruchu, w procesie zmian i tworzenia życia nowego... Czy zastanawiałaś się kiedy - co to jest wojna, w jej prawdziwych obrazach? Odpychałaś od siebie obrazy poszarpanych ciał pociskami, rannych na polu i kruki, wydłubujące oczy jeszcze żywych. Odpychałaś te straszne codzienne obrazy. A mnie zrozumieć nie możesz. Żołnierza rewolucji walczącego o to, by nie było na świecie niesprawiedliwości, by ta wojna nie oddała na łup zwycięzców - bogaczy całych milionów ludów. Wojna - straszna rzecz. Na nas szedł cały świat bogaczy. Najnieszczęśliwszy naród pierwszy stanął w obronie swych praw - i stawił opór całemu światu. Czyż chciałabyś, bym był gdzieś na ustroniu? Aldono moja, nie rozumiesz mnie - trudno mi więc pisać. Gdybyś wiedziała, jak żyję, gdybyś mi w oczy zajrzała - zrozumiałabyś, raczej odczułabyś - że pozostałem tym samym, co dawniej..." Dzierżyński trwał na swym stanowisku niezłomnie. Miał pełną świadomość znaczenia i roli, jaką w rewolucyjnej Rosji spełniał kierowany przez niego urząd. Stąd też od swych podwładnych surowo wymagał przestrzegania zasad rewolucyjnej praworządności. Bezwzględnie karał wszelkie przejawy samowoli, niesubordynacji, grubiaństwa bądź też używania siły fizycznej wobec pokonanych i bezbronnych przeciwników. Dewizą i główną dyrektywą w pracy czekistów stały się jego słowa: "Czekista (enkawudzista) powinien mieć gorące serce, zimny umysł i czyste ręce". Jak stwierdza Jan Sobczak, Dzierżyński za wszelką cenę nie chciał dopuścić, aby w kierowanym przez niego urzędzie, korzystającym z ogromnych i nadzwyczajnych praw, zakorzeniło się zło. Dążył, by urząd ten nie stał się samowystarczalnym aparatem, by nie oderwał się od partii, by jego pracownicy nie zdemoralizowali się. Dzierżyński był człowiekiem prawym. Całe swoje dojrzałe życie poświęcił walce o sprawę robotniczą i sprawiedliwość społeczną. Walczył o Polskę socjalistyczną, ale utopijnie wyobrażał sobie drogę dojścia do niej. Marzyła mu się Europa bez granic, z jednym wspólnym proletariackim rządem. Polskę zdawał się widzieć w jakimś nieokreślonym bliżej Związku Wolnych Ludów Europy. Nie wchodził jednak głęboko w rozważania teoretyczne na ten temat, uważając, że zadaniem chwili jest zmobilizowanie mas w obliczu narastającej w Europie rewolucji i wydarcie władzy z rąk burżuazji. Za swoją postawę polityczną i poglądy był sześciokrotnie aresztowany i 11 lat swego życia spędził w więzieniach i kazamatach carskich. Dzierżyński pochodził z licznej, posiadającej duże tradycje patriotyczne polskiej rodziny, od wieków osiadłej na Wileńszczyźnie. Miał czterech braci i trzy siostry. Całe jego rodzeństwo otrzymało staranne wykształcenie. Wszyscy jego bracia ukończyli wyższe uczelnie. Tylko Feliks z własnej woli przerwał naukę szkolną, porzucając ósmą klasę wileńskiego gimnazjum, by całkowicie poświęcić się pracy rewolucyjnej. Bardzo wcześnie wstąpił w szeregi socjaldemokracji i całą kwotę pieniężną odłożoną przez ojca na jego studia (każdy z braci miał przeznaczone w domu 1000 rubli na naukę) oddał na cele partyjne. Dzierżyńskiego cechowała niezwykła żywotność i aktywność społeczna. Nie oszczędzał swego zdrowia, które od lat wczesnej młodości było nadwątlone zaleczoną gruźlicą, miał też chroniczny bronchit i wadę serca. Ponieważ bez pełnego zaangażowania nie wyobrażał sobie życia, zdecydowana wola działania była silniejsza od choroby. Gdy przeglądamy jego obszerną spuściznę epistolarną, dochodzimy do wniosku, że miał naturę refleksyjną, a szerokie zainteresowania, dużo czytał, od wczesnej młodości skłonny był do egzaltacji, a równocześnie pozbawiony cynizmu, ogromnie serio traktujący problemy ludzkie. Na wybór drogi życiowej Dzierżyńskiego niepośledni wpływ wywarło środowisko, w którym się wychowywał. Jego dzieciństwo przypadło na okres, kiedy na Wileńszczyźnie świeże były jeszcze wspomnienia krwawo stłumionego powstania styczniowego i ostrych represji, które spadły na zamieszkujących tamte rejony Polaków. Dzierżyński był świadkiem terroru carskiego, tępiącego wszelkie przejawy polskości na Litwie. Na co dzień stykał się z jednej strony z nędzą szerokich mas proletariackich i ludowych, a z drugiej strony z samowolą i dostatkiem carskich urzędników. Wszystko to głęboko zapadło w jego młodzieńczy, wrażliwy umysł. "To zadecydowało - napisał później w jednym z listów do żony z 1914 roku - że poszedłem późniejszą swoją drogą, że każdy gwałt, o którym słyszałem lub który widziałem (np. Kroże) - zmuszanie do mówienia po rosyjsku, zmuszanie do chodzenia do cerkwi w dni galowe, system szpiegostwa itp. - były jakby gwałtem nade mną samym, i wtedy przysiągłem z gromadką innych walczyć z tym złem aż do ostatniego tchu. I miałem już serce i mózg otwarte na niedolę ludzką i nienawiść zła". Wspomniałem już, iż Dzierżyński za walkę z carskim samodzierżawiem 11 lat swego dojrzałego życia przepędził w więzieniach. Przez długi okres uchodził niemal za stałego "mieszkańca" osławionego X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej, miejsca gehenny tysięcy polskich rewolucjonistów i patriotów. Trzykrotnie skazany na katorgę i wywieziony w głąb Rosji, był bohaterem brawurowych ucieczek, w czasie których w pojedynkę przemierzył tysiące kilometrów po tajgach i zmarzlinach syberyjskich, aby wrócić do Warszawy i dalej kontynuować swą działalność rewolucyjną. Mówiono wtedy w kraju, że Dzierżyński wraca jak bumerang do Warszawy. Więzienia znacznie pogorszyły stan jego zdrowia, ale nie były w stanie złamać jego postawy. Nadal pozostał nieprzejednanym i bezkompromisowym w swoich żądaniach. W X Pawilonie, na Pawiaku, w Siedlcach, w Kownie, Orle, Mceńku i Irkucku był często inicjatorem buntów i głodówek więźniów politycznych, walczących w ten sposób z administracją więzienną o poprawę warunków swej egzystencji. Za inicjowanie tych akcji spędził długie tygodnie w wilgotnych, mrocznych karcerach więziennych. Obraz wstrząsającej egzystencji Dzierżyńskiego znajdujemy w pisanym przez niego z dnia na dzień w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej "Pamiętniku więźnia", dokumencie historycznym nie pozbawionym walorów literackich. Zacytujmy jego fragmenty. Pod datą 13 V 1908 r. czytamy: "Cisza. Zamglony księżyc patrzy obojętnie z góry, nie słychać ani kroków wartownika, ani żandarma-klucznika, ani kaszlu mego sąsiada, ani brzęku kajdan; tylko od czasu do czasu spada z dachu na blachę kosza, który zakrywa mi okno, kropla wody i słyszę gdzieś tam gwizd parowozu. Jakiś smutek przenika do duszy". Dzień później: "Mamy tu pięciu obłąkanych. Jeden z nich w zupełnie pustej sali obok. Pokaleczył się ciężko szkłem. Okna wybite, zatkane słomą. Nigdy nie śpi, po całych nocach – nieludzkie krzyki. Krzyki rozpaczy, szału, jęki, walenie do drzwi, znów jęki. Był zakuty na ręce, rozbił kajdany. On to może wytrzymuje, ale my!". Pod datą 11 X 1908 r. czytamy: " W nocy z 8 na 9 powieszono Montwiłł (pseudonim Józefa Mareckiego, znanego działacza PPS, bojowca, uczestnika licznych zamachów na wysokich urzędników carskich – S.N.). Już w dzień 8-go rozkuto go i zabrano do celi śmiertelnej. We wtorek był sąd za udział w napadzie na pociąg z Wołyńcami pod Łapami. On sam nie łudził się i 7-go pożegnał się z nami przez okno, gdy byliśmy na spacerze. Powieszono go o 1-ej w nocy. Kat Jegorka jak zwykle dostał 50 rubli. Ostatnie słowa Montwiłła na szafocie były: "Niech żyje niepodległa Polska". W nocy z 7-go na 8-go też powieszono jakiegoś starca z celi 60. I po tych nocach strasznej zbrodni nic się nie zmienia. Jasne, słoneczne dni jesienne, żołnierze, żandarmi i zmiany ich, spacery nasze. Tylko w celach ciszej, nie słychać śpiewów, wielu czeka swojej kolei". W takich warunkach wielu ideowców rezygnowało z dalszej walki, widząc w niej bezsens i samozagładę. Dzierżyński nie dopuszczał takich myśli do siebie. "Tacy, jak ja – pisał w jednym z listów – muszą się wyrzec wszystkiego, aby dopiąć tego, co zamierzali… Nie umiem na wpół nienawidzić czegoś lub kochać, ja nie umiem pół duszy oddać tylko, ja mogę albo całą oddać, albo nic nie dać". Więzienie było szkołą jego charakteru i jego "uniwersytetem". Potwierdzenie znajdujemy w "Pamiętniku": "Dziś ostatni dzień roku – pisał 31 XII 1908 r. Po raz piąty już w więzieniu spotykam Rok Nowy (1908, 1901, 1902, 1907, po raz pierwszy 11 lat temu). W więzieniu dojrzałem – w męce, samotności i tęsknocie za światem i życiem. A jednak zwątpienie o "sprawie" nigdy nie zajrzało mi w oczy – i teraz, w czasie , gdy pogrzebano na długie lata może wszystkie niedawne nadzieje w potokach krwi, gdy przygwożdżono je do słupów szubienicznych, gdy mnogie tysiące bojowników wolności zamknięto do lochów lub rzucono w zaspy śnieżne Syberii - i teraz dumny jestem. Widzę te masy ogromne, które już się poruszyły, podważyły stare gmachy, masy, w których łonie przygotowują się nowe siły dla nowych walk; dumny jestem, że jestem z nimi, że je widzę, czuję rozumiem – i że sam przecierpiałem z nimi wiele. Tu, w więzieniu, źle jest, nieraz bywa strasznie. A jednak… Gdybym na nowo miał rozpocząć życie, rozpoczął bym tak samo". Trudno w krótkim artykule publicystycznym ukazać w pełni charakter tego niezwykłego człowieka, ale już tych klika fragmentów jego listów i wspomnień przekonuje nas, że był to romantyk rewolucji, natchniony i przekonany, że w dziejach przyszło mu spełnić wielką, odpowiedzialną misję”. Lustracja i weryfikacja naukowców http://lustronauki.wordpress.com/2008/10/24/stanislaw-slawomir-nicieja-b-rektor-wielbiciel-dzierzynskiego-i-zabytkow/ TOWARZYSZ REKTOR Nicieja non grata? „Prof. Nicieja czynnie wysługiwał się reżimowi komunistycznemu, dlatego zapraszanie go na uroczystość nadania honorowego obywatelstwa Opola Ryszardowi Kaczorowskiemu, ostatniemu prezydentowi RP, zdaje się być ponurą groteską” – napisali w liście do władz Opola opolscy działacze dawnej opozycji antykomunistycznej. W przeszłości pisał peany o Dzierżyńskim, tłumaczył szczególną rolę partii w kształceniu studentów, aktywnie działał w PZPR i PRON. Teraz chwali Stalina za Jałtę i głosuje za odebraniem IPN-owi pieniędzy na śledztwo katyńskie. Kto? Senator SLD, prof. Stanisław Sławomir Nicieja, który – jak dotąd – jest jedynym chętnym do startu w nadchodzących wyborach na rektora Uniwersytetu Opolskiego. Najpewniej więc nim zostanie. Na stronie internetowej senator pisze o sobie, że jest historykiem i historykiem sztuki, który „uchodzi w powszechnej opinii Opolan za wielkiego budowniczego UO – przydomek „Kazimierz Wielki Opola”. Wylicza swe prace naukowe na temat polskich cmentarzy na Kresach oraz budynki uniwersyteckie wyremontowane jego staraniem. „Prof. Stanisław S. Nicieja czynnie wysługiwał się reżimowi komunistycznemu, dlatego zapraszanie go na uroczystość nadania honorowego obywatelstwa Opola Ryszardowi Kaczorowskiemu, ostatniemu prezydentowi RP, zdaje się być ponurą groteską” – napisali w liście do władz Opola opolscy działacze dawnej opozycji antykomunistycznej. O CZYM NICIEJA NIE WSPOMINA W oficjalnym biogramie senatora nie znajdziemy jednak informacji, że jeszcze jako student WSP w Opolu wstąpił do PZPR, zostając ponadto przewodniczącym uczelnianej organizacji Socjalistycznego Związku Studentów Polskich. Że w 1975 roku został wysłany na roczną aspiranturę do Instytutu Polskiego i Międzynarodowego Ruchu Robotniczego Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR. Ani o tym, że w latach 80. otwarcie kolaborował z władzami PRL, działając w powszechnie bojkotowanych strukturach tzw. Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego (PRON). W lipcu 1988 roku otrzymał nawet specjalną nagrodę wojewódzką nadaną mu w szczególności za działalność w radzie wojewódzkiej PRON. Nie dowie się też zaglądający do jego biografii, że nieco wcześniej, w 1986 roku, doc. dr hab. Nicieja na mocy postanowienia KW PZPR objął przewodnictwo Wojewódzkiego Komitetu Obrońców Pokoju. I że w tym czasie był aktywnym lektorem KW PZPR i wykładowcą wieczorowych uniwersytetów marksizmu-leninizmu. W swej biografii naukowej Nicieja nie podaje z kolei tytułu rozprawy doktorskiej z 1979 roku, która była poświęcona Julianowi Leszczyńskiemu - Leńskiemu, sekretarzowi generalnemu Komunistycznej Partii Polski, sowieckiemu agentowi. Dostał za nią nagrodę II stopnia Zarządu Głównego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej (TPPR). Milczy też o swej pracy w periodyku społeczno-kulturalnym „Opole” z 1977 r. Poświęcił w nim dwustronicowy tekst Feliksowi Dzierżyńskiemu, twórcy i szefowi owianej ponurą sławą bolszewickiej bezpieki CzeKa, mającej na sumieniu setki tysięcy ofiar. Nicieja kreśli jednak sylwetkę „wybitnego Polaka”, podkreślając w ostatnim akapicie, że „trudno w krótkim artykule publicystycznym ukazać w pełni charakter tego niezwykłego człowieka”. Starcza mu jednak miejsca na następujące stwierdzenia: „Był Dzierżyński nieubłagany dla kontrrewolucjonistów i był też człowiekiem o »złotym sercu «, czułym na wszelką nędzę i krzywdę społeczną tych, co żyli z pracy swych rąk. Burżuazyjna propaganda zarzucała Dzierżyńskiemu wiele, jednak nie mogła przejść do porządku dziennego nad faktem, że był to człowiek moralnie czysty, ofiarny, oddany bez reszty idei, o silnej woli, stanowczości i dużej odwadze, w pracy nie cofający się przed żadnymi przeszkodami, traktujący przemoc jedynie jako środek walki narzucony przez nie przebierającego w metodach, bezwzględnego wroga (…). Był człowiekiem prawym. Całe swoje dojrzałe życie poświęcił walce o sprawę robotniczą i sprawiedliwość społeczną (…). KOMUNISTA REKTOREM W OPOLU („GW” 20. 03. 2005) W przeszłości pisał peany na cześć Dzierżyńskiego. Teraz chwali Stalina za Jałtę. Prof. Stanisław S. Nicieja, senator SLD, został rektorem Uniwersytetu Opolskiego. Prof. Nicieja, za PRL-u aktywny działacz PZPR i PRON, specjalizował się w historii ruchu robotniczego. O twórcy bolszewickiej bezpieki Czeka (NKWD) mającej na sumieniu setki tysięcy ofiar pisał w 1977 r. w periodyku „Opole”: „Dzierżyński był (…) człowiekiem prawym. Całe swoje dojrzałe życie poświęcił walce o sprawę robotniczą i sprawiedliwość społeczną”. Po 1989 r. Nicieja wycofał się z działalności politycznej. Przez kilka lat zwoził do swej posiadłości pod Opolem zabytkowe płyty nagrobne i figury z cmentarzy. Kiedy „Gazeta” ujawniła to w 2000 r., sprawę „badała” prokuratura. Naturalnie umorzono śledztwo, gdyż Nicieja tłumaczył, że „chciał ratować zabytki”. Podczas niedawnego wykładu w Opolu Nicieja mówił: „Katynia z Jałtą mylić nie można, mogli przecież z nas w Jałcie księstwo zrobić, trzeba zatem dostrzec i te pozytywne strony. Stalin więc zrobił i coś dobrego”. NAGROBEK BOHATERA UKRAINY NA CMENTARZU ŁYCZAKOWSKIM WE LWOWIE W swojej książce „Cmentarz Łyczakowski we Lwowie” – wyd. Ossolineum 1988 - Nicieja ( str. 25 -27, 136, 352, 394) szeroko opisuje postać Markijana Szaszkewycza Ukraińca, antypolaka, który m.in. wygłosił mowę, w której sprzeciwił się podporządkowywaniu ukraińskiego ruchu narodowego ruchowi polskiemu. Mowa spotkała się z ogromnym entuzjazmem słuchaczy, zarówno z powodu wybranego języka, jak i treści. Szaszkewycz idealizował przeszłość Rusi, dokonywał apoteozy chrztu Rusi i rządów Włodzimierza Wielkiego. Historię ziem ruskich uważał za podstawę literatury narodowej i źródło idei, jakie mogłyby znajdować w niej wyraz. Szczególną czcią, obok początków państwa ruskiego, darzył epokę kozacką, postacie Seweryna Nalewajki, Iwana Konowczenki, półlegendarnego watażki Dowbusza oraz Bohdana Chmielnickiego, którego portret chciał nawet umieścić w „Rusałce Dniestrowej”. UKRAINA WATAŻKI BOHDANA CHMIELNICKIEGO Markijan Szaszkewycz opisując walki w czasie powstania watażki Bohdana Chmielnickiego dokonuje gloryfikacji hetmana kozackiego, jednak podkreśla również waleczność wszystkich jego podkomendnych. „Chmielnicki dążył do stworzenia państwa kozackiego. W 1648 roku pokonał wojska polskie pod Żółtymi Wodami, Korsuniem i Piławcami, dotarł pod Lwów i Zamość, oblegał Zbaraż. Stał się władcą prawie całej Ukrainy. Przy okazji wsławił się niezwykłym okrucieństwem. Po bitwie pod Korsuniem dokonał masowej rzezi szlachty i Żydów. Według Natana Hannovera, kronikarza żydowskiego z połowy XVII wieku, wojska Chmielnickiego "obcinały swym ofiarom ręce i nogi, a kadłuby rzucano na drogę. Innych grzebano żywcem, kobietom ciężarnym rozpruwano brzuchy (Kozacy), wieszali niemowlęta na piersiach matek . Nic dziwnego, że pogromy Żydów za czasów Chmielnickiego były aż do XX wieku uważane za największe ludobójstwo tego narodu. Również po zdobyciu Wilna w sierpniu 1655 roku Kozacy przez 3 dni wyrzynali miejscową ludność. Pod ich nożami zginęło kilkanaście tysięcy mieszczan”. SARMACKI KATYŃ W 1651 roku Chmielnicki przegrał pod Beresteczkiem. Rok później dokonał okrutnego odwetu w bitwie pod Batohem. Potężna armia tatarsko - kozacka pokonała wojska polskie. Po bitwie zabito kilka tysięcy bezbronnych jeńców. Kozacy ścinali im głowy, podrzynali gardła albo zakłuwali pikami. Wszystko odbywało się na oczach ludzi, którzy czekali na swoją kolej. Ta krwawa rzeź określana jest dziś jako "Sarmacki Katyń". Chmielnicki w 1654 roku podpisał porozumienie w Perejasławiu, przyłączające Ukrainę do Rosji. Zmarł w 1657 roku. Markijan Szaszkewycz gloryfikator watażki Bohdana Chmielnickiego, stał się wiernym wzorem banderowców spod znaku Stepana Bandery, Romana Szuchewycza („Tarasa Czuprynki”) i ich ideowych spadkobierców spod znaku „Swobody” i „Batkiwszczyny” Ołeha Tiahnyboka i Julii Tymoszenko. Na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie ukraińskie „służby porządkowe” niszczą nagrobki cmentarne Polaków, zastępując polskie litografie niezgrabnymi ukraińskimi, prezentując w ten sposób zafałszowaną historycznie „wiekową ukraińskość” tej polskiej przecież Narodowej Nekropolii. Autor książki „Cmentarz Łyczakowski we Lwowie” Stanisław Sławomir Nicieja o tym fałszerstwie nie wspomina. Opracował Aleksander Szumański „Głos Polski” Toronto Dokumenty, źródła, cytaty: „Odra” 1977 r. http://lustronauki.wordpress.com/2008/10/24/stanislaw-slawomir-nicieja-b-rektor-wielbiciel-dzierzynskiego-i-zabytkow/ http://andruch.blogspot.com/ http://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Nicieja Polecam http://ciekawostkihistoryczne.pl/2014/02/03/wszystkie-zbrodnie-feliksa-dzierzynskiego-18/
Etykietowanie:

7 komentarzy

avatar użytkownika Deżawi

1. Prof. Stanisław S. Nicieja

Prof. Stanisław S. Nicieja, historyk i lewicowy działacz polityczny (PZPR, SLD), autor m.in. monografii 'Cmentarz Łyczakowski we Lwowie', Ossolineum 1989, wyd. II, s. 448.

Jeden z 'poważniejszych' autorytetów historycznych od Kresów.

Był przeciwny śledztwu IPN ws. Katynia.

"Moje posty od IV 2010"                                              

avatar użytkownika Deżawi

2. Uczniem prof. Stanisława S. Nicieji

Uczniem prof. Stanisława S. Nicieji, a później także asystentem był... śp. dr Dariusz Ratajczak.

"Moje posty od IV 2010"                                              

avatar użytkownika gość z drogi

3. Uczniem prof. Stanisława S. Nicieji, a później także asystentem

Nicieja i Ratajczak...dwie Postaci..dwa życiorysy ...i tylko Smierć Tego drugiego ...jedna...

Szanowny @Deżawi dzięki,za przypomnienie tej bolesnej Postaci...
2010 r0k
Kwiecień...odlatują do Nieba Polski Prezydent ze swoją Załogą i polską elitą...
Czerwiec...ktoś zamorduje dr Dariusza Ratajczaka...Kto ?
a kto wysłał do Nieba Polski Samolot ?
i pan Stanisław Nicieja...
w starej bibliotece leży jego album...Album poświecony Polskiemu Cmentarzowi we Lwowie...zaczytany,poprzekładany zakładkami ....pełen wspomnień,wierszy
i fotografii...
dwie postaci,dwie drogi życia...jakże różne...i
jeszcze ten Blog w necie,jak wyrzut sumienia..
.blog nieżyjacego doktora Dariusza...i to zdanie ...pytanie...zza grobu
"Czy postkomunisci to postsatanisci?"

gość z drogi

avatar użytkownika Deżawi

4. Pani Gość z Drogi

To przypomnienie to zasługa p. Aleksandra Szumskiego.

Prof. Stanisław S. Nicieja prawdopodobnie dziś świętuje.

Ciekawe, jak prof. Nicieja naucza swoich studentów o Akcji Burza?

Albo o sanitariuszce Ince i rotmistrzu Pileckim?

PS. A album 'Cmentarz Łyczakowski we Lwowie' kupowałem z wypiekami na twarzy.

"Moje posty od IV 2010"                                              

avatar użytkownika gość z drogi

5. dzięki za odpowiedż...:)

a dla pana Aleksandra pozdrowienia...
Akcja Burza, Inka...podobne myśli chodziły mi po głowie...i na dodatek...ten album...i miejsca ,gdzie z rodziną składaliśmy kwiaty...:)
dziwny jest ten świat...bardzo "Dziwny"
Ktoś ,kiedys powiedział ..piszmy historię sami,by nie pisano jej za nas...Dzierżynski... i asystent pana Nicieji...i ten Album...
a wtle prawdziwa historia...i chłopcy od Parasola...

gość z drogi

avatar użytkownika Deżawi

6. Pani Gość z Drogi

Kiedy 'im' bardzo zależy byśmy sami nie pisali historii.

Hitler groził karą śmierci generałom niemieckim, którzy by przeprowadzali nabór do armii z zajętych ziem rosyjskich.

Żołnierza trzeba szkolić, a to już może być zagrożeniem, że prędzej czy później będzie dociekał swojej tożsamości. Gotowy powstaniec nie wiadomo kiedy.

Wszyscy okupanci boją się jak ognia choćby elementarnej nauki czytania i pisania w podbitych narodach.

Pozostaje eksterminacja.

Ale też właśnie taka skrajna polityka Hitlera była podawana jako jedna z głównych przyczyn klęski.

Wersja 'hard' nie przeszła, to jadą z 'soft'.

"Moje posty od IV 2010"                                              

avatar użytkownika gość z drogi

7. szanowny @Deżawi...

"wszyscy okupanci boją się jak ognia choćby elementarnej nauki czytania i pisania w podbitych narodach..."dodam od siebie szczególnie Histori i języka ojczystego....
i właśnie dlatego taki mamy niski poziom nauczania w Polsce...
pamietam jak na jednym ze spotkań z panem profesorem Zdz.Krasnodębskim...ów profesor przytoczył prawdziwe zdarzenie zakrawające na anegdotę...
Na jakimś spotkaniu ze studentami pan Krasnodębski ,zapytał o coś językiem Zagłoby...a przerażony student natychmiast zareagował,ze tego pana nie było na wykładach...więc...???
płakaliśmy ze śmiechu,zaciskając zęby ze złości...
nie wierzyłam a jednak...to była prawda...
Czasy,gdy rozmawialiśmy Sienkiewiczem i Zagłobą lub panem Wołodyjowskim...dawno mineły..i tylko my jeszcze rozumiemy i łapiemy te nasze kody kulturowe...a co dzisiaj ?
niemieckie fundacje i klichy od wojska zrobiły swoje... POkojowo...
nawet szkolenia wojskowe w szkołach średnich zlikwidowano...
serd pozdrowienia

gość z drogi